Dziś wróciłam z Górki Świętej Anny… i już nie żałuje że na nią pojechałam… w sumie nie żałowałam tego ani przez chwilę, ale nie mogłam sobie miejsca znaleźć… w czwartek się rozkręciłam
…
To w sumie dużo czasu mi nie zostało… bo w sobotę (dziś) powrót
… ale w piątek poszalałam na koncercie scholi – nawet udało mi się poskakać [i może dlatego jedna nogę mam teraz 2x większą od drugiej, ale to tylko przypuszczenie
]
Jak już idę od końca to w czwartek na wieczornym nabożeństwie poznałam fajna dziewczynę [szkoda że nie chłopaka – ale tam już jest niewielu wolnych w wieku który by mnie satysfakcjonował:P.
W środę weszliśmy na kalwarię
weszłam praktycznie sama – koleżanka pomogła mi przejść [w sumie to wejść i zejść z trasy żeby przejść w nadprogramowe miejsce – pod jakimś przejściem przechodzą osoby które sa tam pierwszy raz a jak wychodzą to Ci bardziej doświadczeni okładają ich pokrzywami.
We wtorek “Pana U” wyciągnęłam do sklepu i generalnie dzień zleciał
– do południa mi się nawet podobało… po południu humor poszedł na spacer.. ale na wieczornym koncercie wrócił na swoje miejsce
.
W poniedziałek przyjechaliśmy na Górkę i o 15 było oficjalne otworzenie Święta Młodzieży i msza w bazylice – jedna jedyna może to i dobrze przynajmniej stopy były wdzięczne
Podsumowując nie żałuje przyjazdu na Górkę Św Anny… zastanawiam się czy jechać na epilog i za rok też będę chciała jechać