W sumie dziś doszłam do wniosku że lepiej mi się chodzi pod górkę niż z górki. Po prostu lepiej mi zapanować nad prędkością, trudniej się wywalić itp [aczkolwiek wszystko jest możliwe]. Tylko moje życie też przypomina drogę pod górkę.
A to już nie jest tak korzystne rozwiązanie jak wędrówki piesze
. I bardziej męczy. Z jednej strony i tak wiem że mam w życiu strasznego farta [właśnie - "strasznego"]. I w zasadzie wszystko co mnie spotyka ma mniej więcej po równo plusów i minusów – oczywiście są sprawy które są bezwzględnie minusowe i bezwzględnie plusowe. Np obrona pracy licencjackiej i zakończenie szkoły na tym etapie z wynikiem DB (4) jest bezwzględnie na plus
…
Bezwzględnie minusowych wolę nie wymieniać – to są po prostu różne historie na których nie skupiam swojej uwagi. Z każdej sytuacji staram się wyciągać wnioski i skupiać na plusach niż minusach
.
Z jednej strony wiem że na wszystko muszę zapracować sama, no prawie sama… bo w zasadzie w każdym moim sukcesie uczestniczą osoby trzecie i to czasem jest to bardziej ich zasługa niż moja
. Np to że skończyłam studia z Takim wynikiem a nie innym zawdzięczam: rodzicom, braciszkowi, profesorom (szczególnie dr W. Budziszowi i dr Ś. Sobieskiemu), panią sekretarkom. To że mam taką a nie inną pracę [z czego się cieszę] też zawdzięczam kilku osobą, zaczynając znowu od rodziny a kończąc na pani Kasi [kierowniczka w ZAZie - moja pierwsza praca, która z kolei dostałam w jakimś procencie dzięki Darkowi:D]
Oczywiście w każdym sukcesie który dotyczy przede wszystkim mojej osoby sama też uczestniczę. W końcu uczęszczałam na zajęciach, zaliczałam egzaminy, pracę licencjacką też sama napisałam i obroniłam, ale to mama zawiozła mnie na obronę i woziła całe 3 lata na zajęcia i egzaminy [na zmianę z Tatą]
. Panie w dziekanacie nie raz świeciły oczami za mnie i ogólnie ułatwiały mi jak mogły pokonywanie różnych przeszkód [nawet ostatnio obroniłam pracę, a nie oddałam zdjęć do dyplomu - czekały na mnie przeszło 2 tygodnie, żebym dowiozła zdjęcia], dr Budzisz też wykazał się dużą dawką cierpliwości – normalnie z tymi zaliczeniami i problemami zdrowotnymi pod koniec pierwszego roku/początek drugiego powinnam wylecieć. Dr Ś Sobieski też ma swoje udziały [wliczając to że z Nim kilka razy zabierałam się do szkoły z Łodzi a po zajęciach kilka razy odwiózł mnie do domu:)]
W przypadku pracy mam podobny układ – czyli pełno zależności od różnych osób z tą różnicą że tym razem rodzice mnie nie zawozili do pracy [bardziej się opłacało jechać autobusem], ale też swoje 3 grosze dołożyli:). Darek pogadał z kierowniczką o moim zatrudnieniu w ZAZie – nie wiem co jej powiedział, ale pracę dostałam praktycznie z biegu – oczywiście musiałam przejść rozmowę kwalifikacyjną, przejść krótki test czy w ogóle coś umiem
– ale w zasadzie później się okazało że zostało mi to już zaliczone jako pierwszy dzień pracy
. Z Gabrysią przeglądałam oferty pracy i wyhaczyłam m.in. firmę DHT-IT gdzie pracę też dostałam od nowego miesiąca, żeby się ładnie kalkulowało
. W maju wzięłam sobie miesiąc wolnego na pisanie pracy licencjackiej, w między czasie pojawiłam się na SUPP gdzie poznałam obecnego pracodawcę, którego – póki co – nie zamierzam zmieniać
. I pracę mam jak marzenie. Mogę sobie robić spokojnie w domu, raz na tydzień czy dwa pojawiam się w Łodzi i dostaje nowe materiały, nowe rzeczy do zrobienia i poprawienia. Poza tym jest stały kontakt mailowy i GG
. Mogę zaryzykować stwierdzenie że mam stałą pracę on-linową [umowa o pracę na czas niekreślony]
.
W skrócie “żyć, nie umierać”. To dlaczego mówię że życie mam pod górkę? Ano z takiego powodu że o wszystko muszę walczyć, nic samo nie przychodzi. W dodatku tak jak z chodzeniem pod górkę ciężej zaliczyć glebę, ale nie jest to niemożliwe i nawet troszkę łatwiejsze do osiągnięcia niż w przypadku chodzenia
.
Chociaż…
Jaki jest sens gonienia w wyścigu szczurów?
Generalnie żaden.
To po co to robimy?
Dla podniesienia poziomu adrenaliny we krwi
W sumie człowiek jest istotą która musi czasem dostać kopa żeby się rozpędzić:P. Nie może stracić celu do którego dąży – i ciągle musi wyznaczać sobie nowe cele inaczej doprowadzi się do takiej sytuacji jaka panuje w “smutek spełnionej baśni” – Closterkeller.
Z drugiej strony jak zaczniemy zadawać sobie za często pytania o sens to możemy trafić na bezsens – a tego jest sporo i wszędzie tam gdzie nie ma sensu – lub tam gdzie nie możemy go zaleźć.