O tyle dziwny że nie planowany i dość spontaniczny:)… generalnie plany o MJM zaczęłam w piątek… w sumie wcześniej zapytałam Borzywoja co robi w sobotę, ale jechał do Częstochowy, Rafał też miał swoje zajęcia więc jechać nie mógł – więc nie wiedziałam czy jechać sama czy sobie odpuścić. W piątek miałam jechać jeszcze do Lichenia ze starszymi – ale nie miałam za bardzo ochoty, za to zadzwoniłam do Kamila czy mogę się pojawić i czy ewentualnie mogę tam przyjechać z kolegą, odpowiedź “bierz i przyjeżdżaj”. Adres zobaczyłam na stronie okazało się że to 2 przystanki od dworca, w piątek wieczorem stwierdziłam że raz się żyje i jadę
… na Poznań nawet nie spojrzałam
… plan był prosty – wyjechać przed 7 po 10 być we Wrocławiu na 12-13 dojechać na konferencje, najeść sie na kolacji i o 7 w niedziele wracać do domu – troszkę nie wyszło
W piątek robiłam jeszcze stronkę dla wspólnoty:)… puściłam kilka reklam w iwebi.pl, pogaduszki na GG, dodałam newsa na netbiznes.com oczyściłam maila i generalnie po 3 miałam iść spać, ale stwierdziłam że nie chce mi sie spać, a i tak po 5 lub przed 6 muszę wstać i się szykować żeby na 7 pojawić się na dworcu…
Więc popisałam maile, zarejestrowałam sobie domenę skromna85.info i koło 4:30 nie miałam co robić, spać się nadal nie chciało, ale z nudów myślałam że jednak się zdrzemnę, ale do 5 udało się przetrzymać, pokręciłam sie po chałupie, o 6 słyszę budzik starszej – ups – “to ona ma dzisiaj dniówkę?” Ale ok, przynajmniej nie musiałam ich budzić – sami musieli wstać
, reakcja starszej “ty dopiero sie kładziesz?”… dobra… wytłumaczyłam co robię, gdzie jadę – nie potrafiła zrozumieć dlaczego i generalnie się wkurzyła – tata odwiózł mnie na dworzec i wsadził do pociągu:P
Na stacji kupiłam sobie drugie śniadanie [chyba tak to można nazwać - moim pierwszym śniadaniem był mały pomidor i ogórek małosolny]… usiadłam sobie bezpiecznie z jakimś [przynajmniej tak myślałam] małżeństwem z dzieckiem… okazało się że to była babcia – kobieta może lekko starsza od mojej mamy, chłopczyk nie za dużo młodszy od mojego brata
… tam zobaczyłam dość rzadki widok – dziecko z samej nie przymuszonej woli czytało książkę – jakieś opowiadanie sobie czytał – wakacje i książka – u niejednego dzieciaka to nie przejdzie
.
Po 10 zgodnie z planem wysiadłam na dworcu – na 11 miałam autobus który zawiózł mnie prawie do celu – całe 4 minuty jechałam
. ale i tak do sali konferencyjnej [czyt. auli akademii ekonomicznej] wpadłam koło 11:45 – poszło mi się troszkę na około. I sie zaczęła impreza
po 13 z minutami wszedł pierwszy mówca którym był Michał Dura, udało mi się go poznać przed występem. Fajny koleś, jednym słowem luzak
…głosem, postawą – nawet troszkę z wyglądu – przypominał mi kolesia ze studiów – Kubę G. I co go widziałam czy słyszałam to robiło mi się wesoło
. Mówił ciekawie, rozsiał pozytywną atmosferę, która i tak w sumie panowała – jakoś tak było inaczej niż w Łodzi… w Łodzi jakoś nie mogłam podejść do drugiej osoby i wymienić się wizytówkami – zapytać co tam słychać… tu od razu
…
Adam Pioch jako jedyny “leciał” z prezentacji – miał ją niezbyt dynamiczną, ale treść ciekawa – a to jest chyba najważniejsze
. Generalnie też ciekawie – choć mówił dość jednostajnie. Mówił na temat informacji jako takiej i jak to wykorzystać i w sumie pokazał jak życie wirtualne ma się do świata realnego i jaką ma przewagę [włączając koszty utrzymania]. I najlepsze jest to że ma rację
.
Nie wiem czy to kwestia zmęczenia – niewyspania, czy czegoś w powietrzu ale wywody Dominika Borawskiego mi się nie podobały. W sumie zaczął wykład jak reszta z tą różnicą że luźno sobie usiadł na biurku zamiast stanąć za nim pomyślałam że zapowiada się ciekawie, troszkę się przeliczyłam, zdarza się – w dodatku padł mikrofon, a mówił ciut za cicho – tym bardziej że akustyka w sali nie była najlepsza. Siedziałam w pierwszym rzędzie więc i tak go słyszałam – i chyba gdyby nie to że siedziałam w pierwszym rzędzie i musiałam się trzymać [generalnie obciach zasnąć na wykładach siedząc w pierwszym rzędzie]. I prawie cały czas patrzył w sufit – generalnie sprawiał wrażenie zarozumiałego cwaniaczka – a za takimi ludzikami nie przepadam.
Najbardziej nie podobało mi się jego podejście, że przeszłość nie istnieje i nie należy do niej wracać ani cieszyć się z sukcesów jakie sie już osiągnęło, ale w którymś momencie sam zaczął się wykluczać – mówiąc że z przeszłości powinniśmy brać to co było dobre. Ja jestem zdania że przeszłość była – i nas kształtuje. Uczymy się [lub nie] na błędach – a niejeden popełniamy w swoim życiu. Nasze doświadczenia z przeszłości powodują że teraz zachowujemy się tak a nie inaczej itd… jednym słowem nie da się zupełnie odciąć od przeszłości – mało tego uważam że to byłoby samobujcze dla nas.
Kolejny wykład się troszkę zdublował z tym co było w Łodzi – tzn zdublował się temat, który prowadziła ta sama osoba tzn Łukasz Milewski autor książki pt. “Mowa ciała a Sukces“:). Ale i w Łodzi i tu było ciekawie i niby tak samo, a jednak inaczej – widać że nie uczy się swoich prezentacji na pamięć, ma coś ciekawego do powiedzenia i wie jak to ująć w słowa. Umie dobrze opowiadać i zna się na tym co mówi.
I tak jak w Łodzi Kamil Cebulski został na koniec
. Najbardziej podobało mi sie określenie “milionerzy są biedni i to im sie opłaca”
. Oczywiście wyjaśnił dlaczego i podsumował troszkę cały dzień i na koniec pomógł rozwiązywać problemy – dlaczego jeszcze nie realizujemy swoich marzeń i nie jesteśmy niezależni finansowo. Za pierwszym razem miałam opory sie zgłosić – tym bardziej że tych co sie zgłosili wystawił na środek i z nimi rozmawiał – z każdym z osobna i na dobrą sprawę okazywało się że problem jest teoretycznie łatwy do rozwiązania… [teoria zawsze mija sie z praktyka:P]… za drugim razem wyszłam razem z jednym chłopakiem… i mój problem też pomógł rozwiązać – zapoznałam sie z Łukaszem – chłopak który wystąpił w pierwszej części i pomoże mi… poza tym do Adama muszę się też odezwać i część problemów będzie rozwiązana… resztę problemów tylko muszę z lekka zmienić styl życia:D – to nie będzie łatwe, ale nie jest niewykonalne:D…
Na kolacji wylądowaliśmy w Sfinksie, gdzie pojechałam z tyle co poznanym Łukaszem, jego dziewczyną i jeszcze jedną panią spod Wrocławia. Na samej kolacji też poznałam kilku ciekawych ludzi. Na kolacji przewinął się motyw transportu do Poznania, udało się zabrać z Kamilem, jego żoną i Irkiem. I takim sposobem nie planując Poznania znalazłam się w Poznaniu
… trafiła sie okazja to czemu nie skorzystać?
Droga była… długa – najkrótsze określenie jakie udało mi się znaleźć
… przez Gadaczkę (GPRS) nie mogłam zasnąć – tzn przysnęłam koło 1:19 Gadaczka mnie obudziła, myśląc że przespałam nie wiem ile, zerkam na zegarek: 1:24 [zaj...]. Starałam się troszkę pogadać z Moniką – podczas rozmowy czas szybciej leci. Przed Poznaniem Kamil znowu wsiadł za kierownicę i dojechaliśmy do Hotelu. 3 gwiazdkowy “System Travel” czy coś
Generalnie fajny hotel. W pokoju telewizor i dostęp do internetu, prysznic i WC w pokoju. Sprawdziłam sobie pocztę itd… spać poszłam koło 3ciej:). Koło 7 obudziła mnie starsza z pytaniem o której będę w domu [o 7 miałam pociąg do ZD Woli z Wrocławia, którym, zgodnie z planami miałam wrócić do domu]. Z lekka ją zaskoczyła informacja że jestem w Poznaniu i wrócę albo w nocy albo nad ranem – w zależności od transportu.
Pobudka była brutalna, ale skuteczna… dziennym światłem po oczach o 1030 - Irek odsłonił rolety:P. Wyprawa do sklepu i koło 12 śniadanie i o 13 start z MJM. Na początku imprezy odhaczałam ludzi – lista obecności:P. później już siedziałam przy Monice. Rozbawiła mnie sytuacja że wystarczy pojawić sie w towarzystwie organizatorów czy pogadać na boku z prelegentem i już się jest uznawanym za kogoś z organizatorów kilku ludzi pytało mnie czy nie jestem przedstawicielem Złotych Myśli
. Co najbardziej mnie zaskoczyło to że jeden z mówców sam stwierdził że myślał że jestem “od Kamila”
Wykłady zaczął Damian – wczoraj wysiadł mikrofon, a dziś sam go oddał i mówił bez, bo chciał mieć ręce wolne, żeby pokazywać rzeczy wielkie:P… Ale fakt faktem poszło mu zdecydowanie lepiej – i to nie tylko moja opinia. Mówił ciekawiej i nawet można powiedzieć że z kilkoma sprawami można się nawet zgodzić.
Później mówił Adam Pioch – ta sama prezentacja, podobny styl mówienia, troszkę inaczej słowa poukładane – generalnie bliźniaczy występ
… w sumie u innych było widać więcej luzu. Nie wiem czy to kwestia wyuczenia się prezentacji na pamięć czy po prostu wieku i doświadczenia zawodowego
. Ale mimo wszystko znowu na coś sie zwróciło uwagę, coś innego przyszło do głowy inaczej sie na różne rzeczy spojrzało – jak z czytaniem dobrej książki – tam to już kompletnie nic się nie zmienia, a mimo wszystko chętnie do niej wracamy i ją czytamy od deski do deski i za każdym razem widzimy coś troszkę inaczej
.
Wykład Łukasza Milewskiego też wypadł troszkę lepiej, niż wczoraj czy Łodzi – widać że człowiek się uczy i można zaryzykować stwirdzenie że się ciągle w jakiś sposób kształtuje – tzn styl i jakość wypowiedzi. Podzielił sobie wykład na część do gadania i na czas na pytania [na forum, nie w kuluarach], nikt nie chciał się zgłosić – zachęcił swoją książką do zadania pierwszego pytania
. I się troszkę pojawiło różnych pytań. Najbardziej z Jego wykładu podobał mi sie motyw “To wróćmy do tematu… (chwila ciszy), czy są jakieś pytania?”
Na wykładzie troszkę po promował książkę i swoje szkolenie inwestorów giełdowych [mnie osobiście przekonał bardziej do książki - ale może dlatego że na giełdę zupełnie mnie nie ciągnie - może poza tą kasą do zdobycia... ale poza ewentualnym zdobyciem środków finansowych na realizację swoich marzeń, celów i zajęcia się tym co naprawdę lubię nie widzę tam sensu siedzenia - od tego są inni, im dobrze to wychodzi i to lubią to niech sobie tam siedzą
.
Przed ostatni był Michał Dura. Na luzaka powiedział co miał do powiedzenia generalnie w tym samym stylu co wczoraj, ale znowu inne przykłady, zupełnie inne tematy - ale sens zostawiony ten sam. W ogóle koleś niezły - ma gadane zastanawiam się czy tak jak Kuba udałoby mu się przekonać kolesia żeby mu zaliczył mimo że nic nie umiał
. Ale podejrzewam że dałby radę
.
I na koniec Kamil
. Poopowiadał jak to się opłaca być biednym, jak trafił pierwszy raz do TV [za kulisami ktoś zadał mu takie pytanie]. Stwierdził że największym komplementem dla niego było to że 2 minuty z mikrofonem w reku trzeba było nas [uczestników] prosić o to żebyśmy zajęli swoje miejsca i zechcieli co ma do powiedzenia ostatni mówca
, a największe baty dostało nam sie za brak pytań na forum gdy była ku temu okazja – czyli podczas wystąpienia Łukasza Milewskiego
.
Na kolację pojechałam z Kamilem i Moniką, Irka zabrali do innego wozu – przynajmniej Monika miała luźniej z tyłu. Pojechaliśmy do Sioux’a na kolację troszkę się naczekaliśmy. Ale w końcu udało się zjeść – było nawet dobre. Przez przypadek usiadłam obok kolesia który będzie mówił o Allego w Szczecinie – za 2 tygodnie… może znowu uda się wyrwać na weekend do Gdańska i Szczecina tym razem już bardziej przemyślany wyjazd i przynajmniej wezmę bluzkę do spania i kilka innych rzeczy:)
Do Zduńskiej Woli miałam wrócić z Kamilem, jego żoną i Irkiem, ale okazało się że Michał jedzie tylko z Łukaszem i Gosią i mają jedno wolne miejsce, a jadą do Łodzi to mogą mnie zabrać
. Podróż minęła spokojnie i bez przebojów [chyba że w wykonaniu Łukasza mega mix. Od Disco Polo poprzez pop, hip hop, rege, rock do w zasadzie metalu... z każdej piosenki po 2 zdania i jakiego hita można ułożyć - i to w zasadzie dla każdego:D.] Ogólnie pojawił się też temat spółek i prawa… które w sumie naprawdę jest fajne
… szczególnie korzystne dla milionerów:). W domu byłam po 2 spać poszłam przed 5tą. Listonosz obudził mnie o 10 i dał przesyłkę – mp4 – całkiem przyjemne to urządzonko:P. Bateria litonowo-jonowa starczyła mi na prawie 7 godzin nieustannego grania
.
Dogadałam z Łukaszem Cz. co chciałabym żeby mi pomógł/zrobił. Dokończyłam artykuł i dałam do poprawy – zobaczymy co wyjdzie
. Poprzedni tydzień miałam delikatnie mówiąc zje…any ale końcówka [weekend] i początek tego tygodnia dobry jak nigdy – jeszcze do pełni szczęścia brakuje żeby Rafał pojawił się jutro na próbie i później przyszedł i żeby w końcu Sebastian oddał kieszeń
… i stwierdziłam że dzień będę kończyć inaczej… nie będę skupiać się nad tym “czego nie zdążyłam zrobić” ale nad tym co udało mi się załatwić, zamknąć, popchnąć do przodu. A rankiem będę sobie ustalała co mam do zrobienia na dzisiaj [może któregoś dnia nawet uda mi się planowo zamknąć wszystkie sprawy na dany dzień].