W poniedziałek wieczorem zaczęła boleć mnie głowa. Generalnie nic przyjemnego. We wtorek dołączyły jeszcze plecy. W środę przed snem wzięłam Gripex Noc – i to był błąd.
Okazało się że zawiera on dziwny składnik który czasem może podnosić tętno – a moje i tak wysokie tętno raczej tego nie potrzebuje. A jak już dostało kopa to podskoczyło do 150 – starsza się z lekka wystraszyła. Od razu do lekarza, badania – które wyszły generalnie mówiąc średnio na jeża.
Ale cieszę sie z jednego – wyszło mi że mam za mało cukru
. To teraz na śniadanie miałam bułkę słodką i na obiad makaron z cukrem i cynamonem na roztopionym masełku [mniam
]
Jeszcze tylko troszkę boli mnie głowa, ale to tylko przy gwałtownych ruchach. Czyli coś co da sie przeżyć – przynajmniej do czasu
. Dopóki nie wykluje się z tego coś więcej, ale znając siebie niektóre bóle muszę przeżyć w ‘samotności’ i rzadko kiedy wykluwa się z tego coś gorszego
– innej recepty nie ma.
Tylko teraz nie chce mnie puścić do Białegostoku, ale i tak pojadę
a wybieram się już dzisiaj do Warszawy. O 21:30 będę już w Wa-wie i o 7:20 jadę z chłopakami dalej [Kozakiem i Eshinem] mam nadzieję że uda sie odnaleźć, sam dworzec jest duży, a ja najprawdopodobniej zostanę bez komórki – nie mogę znaleźć ładowarki.
A tyle co się dowiedziałam że FireWalk ma być organizowany pod koniec września na szkoleniu u Łukasza Milewskiego – na którym zamierzam się pojawić. Ale czy się przejdę to się jeszcze okaże – najpierw muszę się wykurować, przeanalizować wszystkie za i przeciw, a i tak jak przyjdzie co do czego to kluczową role będzie grał klimat i pewnie od tego uzależnię to czy zrobię sobie spacerek po rozżarzonych węglach czy nie, klimat i to czy drogę będę mogła zamknąć w 5-7 krokach
.