W ten weekend znowu pojechałam na MJM tym razem do Białegostoku i Olsztyna [przejeżdżałam przez Amerykę
]. W Warszawie byłam już w piątek po 21. Generalnie w domu była nerwówka związana z moim wyjazdem, w ostatniej chwili się przepakowywałam i z tego wszystkiego nie wzięłam orzeczenia i musiałam dopłacać do biletu.
Zajechałam do Warszawy, poszłam do schroniska, podróż zajęła mi dobre 1,5 godziny mimo że znajdowało się koło 15 minut drogi od Dworca Centralnego
. Znowu żeby trafić musiałam zabłądzić, ale się udało. Rano już nie miałam takich problemów, przystanek 3 minuty spacerkiem [i schodzeniem ze schodów - 4 piętro, niewygodne schody, brak windy - generalnie najdłuższa część spacerku]. Na dworzec dotarłam bez błądzenia – nawet przystanku nie przejechałam
. Pierwszego spotkałam Artura, kupiłam bilet – spotkaliśmy Kozaqa
… Znowu dopłata do biletu – legitymacja rencisty nie wystarczyła.
W Białymstoku poszliśmy w stronę ryneczku i… miasto nam się skończyło, w druga stronę też tylko jakieś bloki, nic do zwiedzania… Kogoś zapytaliśmy co tu można zwiedzić – pokazał nam kościół, mówiąc szczerze nie bardzo chciało mi się zwiedzać w taki upał, tym bardziej że chłopakom się cały czas spieszyło i ledwo za nimi nadążałam – ale jakoś wytrzymywałam tempo, w kilku momentach zwalniali [przypominali sobie o mnie, lub sama im o sobie przypominałam
] to nie było tragedii.
Koło południa zadzwonił Kamil. Przyjechał i zabrał nas do miejsca gdzie była konferencja. Pierwszy mówił Wojciech Grad. Mówił o negocjacjach i… jak skakał ze spadochronu w tandemie
. Czyli ciekawie – jak na negocjatora przystało – miał gadane i był przegotowany do wykładu
Jako drugi mówił Artur [jako jedyny był przedstawiony tylko z imienia] w kilku momentach było widać że się pogubił, ale w sumie na upartego można było powiedzieć że specjalnie zmienił temat. Kamil po wystąpieniu powiedział coś w stylu “to był Król Artur” w sumie część ludzi myślała pewnie że to ksywka – sama odniosłam takie wrażenie i gdybym go wcześniej nie znała pomyślałabym ze ktoś sobie jaja robi
[Ale zauważyłam że jak w swoim gronie mówię kto gdzieś był mówię coś w stylu "był też Michał Dura, Michał Jankowiak i Król Artur"
.
Później mówił Kozaq, na luzie jakby każdego z nas znał od podszewki, mówił o swoich przeżyciach, jaką drogę przebył żeby zostać trenerem i kilku innych sprawach. Wykonał 2 medytacje - o ile pierwsza nie działa na mnie w jakiś szczególny sposób - chociaż uśmiech pojawia mi sie na twarzy, o tyle drugiej po prostu nie lubiłam - i może dlatego teraz na mnie działa tak a nie inaczej.
Po kozackim wystąpieniu na scenę weszła Małgorzata Bednarek. W zasadzie powtórzyła występ z Łodzi, chociaż ten bardziej mi sie podobał. Powiedziała o swoim sklepie, dała kilka przykładów dochodowych serwisów i kilka które padły - podając powód upadku. Jedyny wykład z prezentacją
.
Na koniec został Kamil. Podsumowanie i znowu kilka ciekawych historyjek, które jednak dają kopa do działania
.
Na przerwach załatwiałam sobie orzeczenie -przypomniałam sobie ze Marcinowi kiedyś do pracy wysyłałam mailem skan. Ja ze skrzynki usunęłam to zaświadczenie, ale on na szczęście nigdy nie opróżnia skrzynki
i mi odesłał maila. Na dole w recepcji wydrukowałam, średniej jakości był to skan, ale pieczątka, imię i nazwisko oraz czego dotyczy to orzeczenie było widać. Więc wiedziałam że może przejść.
Na zakończenie kolacja - pierwotnie chcieliśmy w hotelu zostać, nawet każdy już sobie coś chciał zamówić - okazało się że kuchnia nie wyrobiłaby z nami i z jakąś imprezką na dole i czekalibyśmy w najlepszym wypadku godzinę na jedzenie. Zwinęliśmy się i najpierw pojechaliśmy gdzieś gdzie nawet nie szło zaparkować, w końcu wylądowaliśmy i pizzerii.
Kolacja trwała po 23 - dłużej i tak nie mogliśmy zostać - mieliśmy pociąg do Warszawy. W pociągu kanarek przyczepił się do orzeczenia, że to kopia, a nie oryginał itp, ale przeszło
. Wracaliśmy w 4 - Ja, Artur, Irek i Michał. W Warszawie Wschodniej staliśmy dość długo - pociągi były rozłączane. Na centralnym już nie chciało nam się telepać autobusami pojechaliśmy taksówką.
W sumie poszłam spać coś koło 5 - porobiłam jeszcze troszkę angielski, ale do 7 nie wytrzymałam - po 7 pobudka [nie lubię spać po 2 godziny, jak już to staram się nie spać w ogóle, ale nie wytrzymałam, na szczęście tym razem te 2 godzinki wystarczyły - przynajmniej przytomna byłam
] i na 8 do Olsztyna – transport autem z Michałem D.
Podróż jak zwykle była wesoła, fajna i przyjemna – miała jechać jeszcze jedna dziewczyna, ale sie rozmyśliła. Szkoda
. Starsza dzwoniła akurat jak przejeżdżaliśmy przez Amerykę – ale strasznie długa ta Ameryka – wjechaliśmy jak już rozmawiałam, a zanim zdążyłam skończyć przejechaliśmy przez całą wieś
. Po drodze była jeszcze miejscowość Zezuj i jeszcze kilka ciekawych nazw.
Podjechaliśmy do hotelu, nawet nie wiem czemu ale ze śmiechu to się niemal zataczałam, podchodzę do Michałów i w brech – bez powodu. Przydarzył się mały wypadek, ale jakoś specjalnie się tym nie przejęłam – na początku nie widziałam ogromu strat, ale byłam w obcym miejscu, nikt mnie nie znał – poza Michałami i Irkiem [tylko oni widzieli wypadek, ale jak to oni udali że nic nie było, nic nie widzieli, nie słyszeli i w ogóle ich nie było przy tym
] W sumie udało się szybko opanować sytuację, nie było śladu to też udałam że niczego nie było
. I nikomu [nawet sobie] nie popsułam za bardzo humoru.
Spotkaliśmy Kamila z żoną pomogliśmy sie rozpakować i zaczęła sie konferencja. Rozpoczął ją jak wczoraj Wojciech Grad. Mówił w zasadzie o tym samym co wczoraj. Potraktowałam to jak powtórzenie materiału i doszukiwałam się zmian – których troszkę było.
Jako drugi wystąpił Piotr Majewski jako jedyny leciał z prezentacji [zauważyłam że Ci co jadą z prezentacji mają bardziej techniczne wykłady
] generalnie mi się podobał wykład. Mówił o tym co jest potrzebne do rozkręcenia własnego interesu. I podkreślał jak ważne są kontakty.
Nie wiem jak to robi Michał Dura i Kozaq. Powtarzają swoje wykłady, ale za każdym razem odbiera się ich inaczej. Generalnie Kozaq oczywiście przeprowadził swoje 2 supertajne medytacje, ale przy drugiej miałam spore problemy na skupieniu się na tym co mam sobie wyobrażać a to co sobie wyobrażałam. Miałam sobie wyobrazić że patrzę na siebie w kołysce – generalnie to przychodziło mi bez problemu, a tym razem jakieś czarne macki zasłaniały mi obraz. Więc połowę medytacji walczyłam z mackami
. Później mieliśmy wyobrazić sobie dumę i szczęście. to łatwiej mi przyszło, byłam dumna i szczęśliwa że zjeżdżam z zjeżdżalni – nic niezwykłego gdyby nie to że zjeżdżalnia miała wygląd asfaltowej ulicy [a raczej asfaltowego tunelu] – nawet z białymi przerywanymi pasami i szerokości zwykłej asfaltówki i światłami u sufitu tak jak to w tunelach bywa, a układ niekończącej się skoczni narciarskiej.Tam gdzie skoczek się wybija było białe światło i… dalszy ciąg zjeżdżalni. Generalnie dziwne zjawisko – nawet nie wiem skąd takie coś mi się wzięło.
Na koniec Kamil się rozgadał wykład chyba z 2h
. Na koniec wylądowaliśmy w pizzerii – do wyboru była mała i duża, Wzięłam małą – ludziki sobie wzięli duże na pół. I była faktycznie spora. Wszyscy się najedli, moja przyszła praktycznie na końcu – myślałam że przyjdzie coś małego a tu przyszło praktycznie takiej wielkości jak duża pizza. Stwierdziłam że i tak jej nie zjem całej, a najbardziej lubię to na wierzchu to zjadłam tylko to na wierzchu na ciasto zostawiłam [i tak 2 kawałków praktycznie nie tknęłam mimo że nie jadłam ciasta]
Wróciliśmy w nocy do Warszawy – z doświadczenia wiedziałam że o 7:50coś mam pociąg do Zd-Woli to Kozaq mnie przenocował, a Michał rano odwiózł na dworzec. Podróż generalnie nudna – nie wzięłam nawet książki, ani mp4, nic czym można byłoby sie zająć. między Łodzią a Zduńską kanarek pouczył mnie że samo zaświadczenie nie wystarczy, studiuje w Sieradzu [mimo że uczelnia jest z Łodzi, ale to i tak w październiku będę miała nową legitymację już z Łodzi, więc to nie zrobiło na mnie wrażenia], mieszkam w Zduńskiej – i tylko to że było blisko celu i kierunek do domu uratował mnie przed wyrównaniem.
Mimo że służbistka to całkiem sympatyczna nawet pokazała mi kiedy przysługuje mi zniżka, wytłumaczyła dlaczego pojawiły się takie ograniczenia i powiedziała jakie papierki potrzebuję żeby móc korzystać ze zniżki. Przyda się na przyszłość
. Załatwić sobie zaświadczenie że jedzie się po coś lub na coś do w dowolne miejsce kraju to nie problem. Tym bardziej że ja zawsze podróżuje po coś lub na coś
.
Generalnie dużo się nauczyłam podczas tego weekendu – przede wszystkim jak postępować z kanarkami i czym można je karmić podczas podróży żeby za głośno nie ćwierkały. Tylko muszę coś załatwić sobie na środę bo znowu wybieram się do Warszawy
. Na urodziny do Kozaqa – będzie się działo.