Chciałam pojechać na Górkę Św. Anny i troszkę nie wyszło jak planowałam – pierwszy weekend w te wakacje będę w domu dokładniej w łóżku
.
Troszkę się rozłożyłam po imprezie u Kozaqa i ostatnich wizytach w Warszawie – no cóż jak się nie dba o zdrowie to w którymś momencie samo się o swoje prawa upomni. I to w najmniej oczekiwanym momencie – dzień przed wyjazdem na Górkę.
Chociaż na upartego mogłabym jechać – gdyby nie to że cieknie mi z nosa [temperaturę można ukryć, ból gardła czasami też - tym razem się udawało, druga sprawa że nie bolało aż tak strasznie, więc to nie było trudne, ale dmuchania co chwilę w chusteczkę i kichania już nie bardzo.]
Starsza już się chyba przyzwyczaiła że jak sie na coś uprę to i tak to osiągnę, pytanie tylko po co mam kobietę stresować, swoje już z moim zdrowiem przeżyła, więc tym razem sobie odpuszczę – a ostatnio z tym tętnem ją troszkę przestraszyłam – chyba samo też się siebie przestraszyłam bo ostatnio nawet do 90 nie dochodzi
, ale za tydzień pojawię się na szkoleniu u Kamila – do tego czasu mam nadzieję że przynajmniej nos oczyszczę
.
No cóż – jeszcze nie jedna Górka będzie
… na któreś się jeszcze pojawię. A to że będę w domu ma też swoje plusy – nadgonię angielski – znowu mam 2 lekcje do konwersji [11 i 12] dziś zrobiłam nr 10. To akurat w weekend nadgonię.
Poprawię też szablon i cms’a do e-Brokersa. I może w końcu dowiem się jak Marcin umawiał się z Panią Anią co do pozycjonowania jej strony i jakie ma jeszcze uwagi co do treści.
Przeziębienie nie ułatwia skupienia się na robocie – dziś o 15 padłam i do 18 spałam jak zabita
a później połapać sie z robotą nie mogłam
. W dodatku chyba Artur wyłączył mi laptopa – sama nie pamiętam żebym go wyłączała, a jak wstałam miałam wyłączony komputer – a automatyczne wyłączanie po jakimś czasie nieaktywności mam wyłączone.