Napisałam do Kamila Cebulskiego maila czy mogę się pojawić na szkoleniu “E-Biznes w praktyce” które organizował w Poznaniu. Odpowiedź krótka i treściwa “Jasne, wpadaj” — fajnie
.
Tym bardziej że z Poznania znałam już Janusza Grabowskiego z którym utrzymuje kontakt – w sumie to nie da się nie utrzymywać kontaktu
. Poznaliśmy się na MJM w Poznaniu, później spotkaliśmy na szkoleniu y Michała Dury, Michała Jankowiaka i Króla Artura
, jak dowiedzieliśmy sie o planach założenia klubów rozwoju w Polsce – każde miasto gdzie znajdzie sie co najmniej 20 stałych bywalców to – zgłosiliśmy się na liderów – ja w Łodzi on w Poznaniu. Widzieliśmy sie też też na MJM w Białymstoku.
No ok, okazało się że Janusz na tym szkoleniu tez będzie, umówiliśmy sie że odbierze mnie z dworca i pojedziemy na szkolenie. Starsi zaakceptowali to że jadę – mimo przeziębienia o którym stale mi przypominali – jakby przez to miało się coś nasilić czy spowodować że jednak nigdzie nie pojadę. Oczywiście żeby czuć się pewnie starszy odwiózł mnie na dworzec i wpakował do pociągu
. Na dworcu byłam kilka minut po 12. Janusz odebrał mnie z peronu – żebyśmy nie błądzili i nie szukali nie wiem ile czasu
.
Przekonani, że szkolenie zaczyna się o 13 pojechaliśmy do hotelu – szkolenie było w tym samym miejscu gdzie był MJM to przynajmniej wiedziałam czego mogę się spodziewać na miejscu, jak wygląda budynek itp. Janusz dopiero w autobusie przyznał mi się że nie bardzo wie jak tam trafić, przejechaliśmy kilka przystanków, ale w końcu trafiliśmy
.
Wchodzimy przekonani że to małe spóźnienie – kilka minut po 13, a na przerwie okazało się że szkolenie zaczęło się od 10
. Na dzień dobry Kamil kazał nam się przedstawić i powiedzieć o robimy – Janusz jako dżentelmen ustąpił miejsca kobiecie i mówiłam jako pierwsza
. Kamil jak to Kamil opowiadał jak na MJMach z notatek spisanych gdzieś na kartach formatu popularnych żółtych karteczek, które mieściły się w jednej dłoni
.
Na obiad poszliśmy wszyscy razem lub przynajmniej znaczna większość grupy, pojawił się też Mateusz Chłodnicki i zauważyłam Adama Piocha. Poszliśmy do czegoś co przypominało mi budową Galerię Łódzką… jakieś centrum handlowe, były akurat popisy capoeiry, ja wylądowałam przy stoliku z Januszem, Jolą, Irkiem i Radkiem. Z Jolą na pół zamówiliśmy sobie pizzę – nigdzie nie jadłam takiej pizzy, na takim cieście – 2mm grubości – kruche, jednym słowem pycha + dodatki – nie pamiętam kiedy zjadłam pół pizzy i czułam się najedzona “na styk”, a nie przejedzona
.
Wróciliśmy do sali gdzie każdy się rozsiadł i czuło się taką atmosferę rozleniwienia i najchętniej każdy uciąłby sobie króciutką drzemkę poobiednią, nic z tego – czas na kolejny wykład, chwila przerwy, przy okazji Kamil zapytał na forum kto jedzie przez Łódź i mógłby mnie zabrać – jechała jedna para i mnie zabrali – zawsze to wygodniej niż pociągiem, który miałam koło 8:50 – więc musiałabym jeszcze sobie noclegu szukać
.
Podczas szkolenia przewijał się motyw autoresponderów i propozycja żeby nawet maile wysyłane przez automat wyglądały jak napisane przez człowieka i do człowieka a nie do anonimowego użytkownika internetu. Po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać czy to “jasne, wpadaj” nie jest jakoś wrzucone w automat… co pytałam czy mogę się gdzieś pojawić dostawałam odpowiedź “jasne, wpadaj”
.
Żeby nie było zbyt fajnie to ludzie u których miałam załatwiony transport nie szli na kolację – no cóż, coś trzeba poświęcić – wybrałam powrót do domu [wygodna jestem], tego typu kolację pewnie jeszcze nie raz będę miała okazję zjeść
. Wyjazd z Poznania był dość długi, a na pewno dłuższy niż powinien – troszkę kółko zrobiliśmy, ale wyjechaliśmy na prostą. Trasa nr 11 później 12 i pod blok
– transport pod klatkę – PKP tego nie potrafi
.
Ogólnie szkolenie fajne, nie wiem co straciłam na tych 3 godzinach na których mnie nie było, następnym razem się dowiem
.