Szkolenie Trenerskie :)

Swojego czasu przeczytałam na GoldenLine że Katarzyna Gręda organizuje jakieś 5dniowe szkolenie z coachowania “ABC Trenera”, najpierw za cenę troszkę dla mnie za wysoką, później już udało się wynegocjować lepsze warunki. Więc zdecydowałam się jechać.

Do szkolenia 5 dniowego nie doszło – za mało chętnych, Kasia zaproponowała intensywny 2 dniowy kurs indywidualny, zapytała wcześniej co chcę osiągnąć, nad czym popracować, co poznać, ile już wiem itp… [mały wywiad środowiskowy] :P . Pozwoliło to i Jej lepiej się przygotować do zajęć i mi psychicznie się przygotować na kurs – wiedziałam co mogę oczekiwać i spodziewać się że to co opisałam na gg zostanie w jakimś stopniu zrealizowane.

Umówiłyśmy się na dworcu… nie wiedziałam gdzie jest WSHE w Łodzi, a znam swoją tendencję do błądzenia i dochodzenia do celu w ciągu 1,5 godziny, mimo że obiekt jest oddalony o 15 minut drogi spacerkiem. Ja stałam na schodach, Kasia pod schodami i się troszkę nie poznałyśmy – fakt ja wyglądam zupełnie inaczej niż na zdjęciu które wyrobiłam sobie do dowodu i wszędzie mam opublikowane, a nawet Kasi nie ostrzegłam że ufarbowałam włosy na czarno, teraz dochodzę do swojego koloru i mam dość dziwny układ koloru włosów – normalny przy dochodzeniu do “swoich”, ale dziwny pod względem otoczenia – blond od środka, czarne po bokach :D . Kasia też miała troszkę krótsze niż na zdjęciu w GoldenLine.

Poszliśmy spacerkiem do miejsca szkolenia, rzeczywiście, daleko od dworca to nie jest. Dotarliśmy do sali i się zaczęło, ale zanim się zaczęło a dobre zajrzała do nas sprzątaczka zawiedziona że ktoś jest w sali, dialog wyglądał mniej więcej tak:
- Co tutaj będzie?
- Szkolenie.
- Dużo ludzi?
- Nie, tylko my.
- To dobrze.
… i poszła :P .

Pierwszego dnia skupiliśmy się na prezentacji i wystąpieniach przed większym gronem, dostałam 15 minut na przygotowanie pierwszego wykładu [tak żeby zajął mi koło 10 - 15 minut], miało to na celu sprawdzenia co już potrafię, co trzeba dopracować itp… wychodzę na środek i.. zabierają mi karteczkę i Michał rzuca hasło – masz mówić koło 1,5 minuty na temat wody – fajnie :P . Nie ważne co byleby nie odchodzić od tematu i gadać… Fajne ćwiczenie, mówiłam aż 2 minuty – tyle mnie przetrzymali :P . Czas na konstruktywną krytykę czyli co zrobiłam dobrze, na co powinnam zwracać większą uwagę i moja właściwa prezentacja.

Po skończeniu znowu konstruktywna krytyka. W sumie to takie coś nawet się całkiem sympatycznie słucha, wiesz co robisz dobrze, co musisz poprawić, propozycje jak coś zmienić, a nie “jesteś beznadziejna, co tu w ogóle robisz?, idź lepiej do domu i się nie odzywaj”. I pytanko w której sytuacji czułam się lepiej – w tym jak miałam mówić na rzucone hasło czy tej przygotowanej wcześniej – chyba z lekka zaskoczyłam ich odpowiedzią że lepiej czułam się jak mówiłam o wodzie :P – zawsze można było zgonić na to że “nie wiedziałam wcześniej o czym mam mówić” :)

Ok, rozpisanie układu prezentacji – na przykładzie kotka :D [sympatyczne zwierzątko], 15% wstęp, 75% rozwinięcie, 10% zakończenie, oraz co powinno wystąpić w poszczególnych częściach. Omówienie wstępu – przykład co można mówić i jak zgrabnie przechodzić do rozwinięcia oraz jak zakończyć prezentację. Zasada 3xP bardzo mi się podoba:
P – powiedz co będziesz mówić,
P – powiedz co masz powiedzieć
P – powiedz co powiedziałeś

Kolejna prezentacja wg tych zasad, nawet udało się coś wymyślić :) . Kolejny etap praca nad postawą – Kasia stwierdziła u mnie drobną niespójność – pewna postawa i cichutki nieśmiały głos oraz dość szybkie tempo mówienia :D . Puściła mi muzyczkę – podkład koło 15 minutowy ustawiła w sposób żebym ja się pewnie czuła, żeby było mi wygodnie i tak żebym z publiczności wyglądała na pewną i zdecydowaną osóbkę. I kazała mówić w rytm podkładu. W sumie nie najgorzej mi wyszło, “jak na pierwszy raz…” już nie wiedziałam o czym mam wykładać to opowiedziałam o tym jak trafiłam na NLP, jak poznałam chłopaków i jak było na szkoleniu :D . Troszkę długawo jak dla mnie, najważniejsze że im się podobało – było widać zainteresowanie.

Pokazała mi też badziewnie proste ćwiczenie dzięki któremu mówimy przy pomocy przepony, troszkę głośniej. Generalnie coś takiego pokazywał mi też Rafał – tylko u niego jakoś to tak nie zadziałało :P , a Kozaq wymusza na mnie głośniejsze mówienie stwierdzając “krzycz do mnie” – po tym jak mówiłam głośniej i powiedziałam mu że wydaje mi się że krzyczę :P – więc też nic na stałe – chociaż “krzycząc” w ten sposób mówię głośniej niż wykonując to ćwiczonko – i mowa bardziej mnie potrafi wtedy zmęczyć, chociaż przy następnej okazji może uda mi się zmiksować to krzyczenie i ćwiczenie [i jeszcze okaże się że Kozaq stwierdzi - ciszej przecież nie jestem głuchy :P ]

Skończyliśmy na tej prezentacji. W sumie myślałam że różne przypowieści które chłopaki opowiadali na szkoleniu znane są wszystkim, są mówione na wszystkich szkoleniach, a tu proszę – sprzedałam przez przypadek bajkę o magiku :D .

“Pewnego dnia młody człowiek zauważył na rogu ulicy starszego pana do którego podchodzą dzieci, chwilę rozmawiają i starzec wyciąga z za pleców różne prezenty [nie ma nic na plecach - po prostu "wyczarowuje" prezenty], młodzieniec porwał starca, posadził go w pokoju na krześle i mówi:
- Wiem że jesteś magikiem, potrafisz spełniać życzenia, to teraz będziesz spełniał moje marzenia.
- Jestem tylko starszym człowiekiem.
- Cicho, widziałem co robiłeś na ulicy, to chcę mieć super auto, żeby kolegom kopary opadły…
- pstryk, wyjrzyj przez okno, kluczyki i dokumenty masz w kieszeni.
Młodzieniec wygląda przez okno, a tam super wóz o jakim zawsze marzył.
- To poczekaj do jutra, ja jadę się przejechać.
Rano wraca i wyrzuca starcowi:
- Zrobiłeś coś nie tak, wszyscy na początku się dziwili, troszkę rozmawiali o moim aucie, ale za chwilę wrócili do swoich spraw i nie zwracali na mnie uwagi, hmm wiem, tego już nie możesz zepsuć, chce mieć tyle kasy żeby było mnie na wszystko stać, chcę mieć cały czas przy sobie dużo kasy. Daj mi to.
- pstryk, włóż rękę do kieszeni i wyciągnij jej zawartość.
Wkłada raz – pliczek pieniędzy po 100 pln, drugi raz kolejny pliczek i kolejny… za każdym razem jak wkłada rękę do kieszeni wyciąga pieniądze.
- Super, teraz to musi sie udać, jutro wracam.
Wychodzi. Wraca na drugi dzień znowu w złym humorze i z wyrzutami do dziadka:
- Ty coś psujesz, wszyscy chcieli ode mnie tylko kasy, tylko kasę widzieli a nie mnie, ja ich nie obchodziłem. Ale tego teraz tego zepsuć już się nie da, chcę mieć super dziewczynę, ekstra blond, długie nogi i w ogóle.
- pstryk, otwórz drzwi wejściowe.
Młodzieniec otwiera a tam jego stoi jego ideał kobiecości.
- To na razie idę się zabawić.
Rano wraca znowu z wyrzutami:
- Ty naprawdę jesteś dziwny, nie umiesz spełnić prostych marzeń, ta dziewczyna też była nudna, bez wyrazu, tylko chciała mojej kasy, nie zwracała na mnie uwagi…
- Ja nic nie psuje, daje ci dokładnie to o co prosisz, ale nie prosisz o to czego potrzebujesz. Chciałeś uznania poprosiłeś o auto, chciałeś przyjaźni poprosiłeś o pieniądze, chciałeś miłości poprosiłeś o dziewczynę. Naucz się precyzować swoje marzenia a tym czasem żegnam.
- Jak to, ale ja cię nigdzie nie wypuszczę, jesteś mój, będziesz spełniał moje życzenia…
- Jestem magikiem, mogłem zniknąć pierwszego dnia… pstryk. – dziadek zniknął “.

Odprowadzili mnie do dworca, z szefem nie udało sie spotkać. Chciałam wypłacić kasę z bankomatu i… zapomniałam pinu do karty :P . Dowiedziałam się że w budkach przy dworcu maja dość dobre i syte fast-foody to zamówiłam zapiekankę – wzięłam dużą z surówkami – przyzwyczajona że duże to jakieś liliputy. Surówki mi się z lekka rozsypały – troszkę za dużo ich było :D – najadłam sie połówką, jeszcze 1/4 drugiej połówki wmusiłam, resztą nakarmiłam okoliczne ptaki [współczuję tam sprzedającym - pełno tego na około i pewnie co drugi klient dokarmia].

W drodze do oddziału przypomniałam sobie PIN [ehh przejść całą Piotrkowską, żeby skorzystać z bankomatu który miałam pod nosem :P ]. W oddziale się dowiedziałam, że kasę można wypłacić tylko za pomocą karty, błędne hasło można wprowadzić 2 razy, za 3cim zabiera kartę. Zmiana hasła to 2 pln – zaryzykowałam – ostatnia możliwość. Udało się – miałam za co spać :D . No tak, ale nocleg miałam w drugim końcu Piotrkowskiej, nie chciało mi się dreptać takiego kawałka, wzięłam riksze – 3 pln przejazd całą Piotrkowską. Wygodna jestem :P .

Wynajęłam pokoik, pogadałam z Młodym i poszłam spać :D . Rano po 7 pobudka, po 8 wyjście – nadal nie wiedziałam jak trafić na WSHE, ani na jakiej ulic się znajduje – znalazło się kilka groszy na karcie zadzwoniłam na chwilę do Kasi [wiedziałam, że do dworca dojeżdża tramwaj - linia nr 7 ], doszłam do przystanku i akurat podjechał :D . Wysiadłam na P.O.W. i starałam się przypomnieć sobie wczorajszą trasę, myślałam że dłużej będę błądzić, a tu okazało się że w zasadzie cały czas szłam w dobrym kierunku, jakiegoś dziadka pytam o WSHE na ul. Rewolucji. Odpowiedź “jakaś uczelnia jest tu zaraz, Pani idzie prosto to będzie widzieć” ok, poszłam prosto widzę a tam jakiś wydział uniwerka :D [super to nie WSHE], nikt akurat nie przechodził, weszłam zapytałam ochroniarza o WSHE na Rewolucji, ie umiał wskazać konkretnie budynku, ale powiedział która to rewolucji i tam kogoś pytać. Poszłam zgodnie ze wskazówkami Zauważyłam znajomy budynek [jakiś oddział banku] – budynek miał nietypowe filary to rzucił mi się wczoraj w oczy – dobry znak jestem na dobrej drodze :D . Ludzi jak mrówków – tylko nie wtedy gdy są potrzebni :P . spotkałam jakiegoś kolesia pytam o WSHE, nie umiał powiedzieć który to budynek, jak daleko itp, ale wskazał kierunek.

Zobaczyłam w końcu szyld WSHE – wejście do bramy, patrzę która godzina… i się zdziwiłam równo 9:00 – a szkolenie na 10 :P [godzina czekania, wyszłam po 8 z schroniska i... tylko niecałą godzinę zajęła mi trasa??] troszkę się ponudziłam, zaczęłam myśleć “co dzisiaj będzie”, czy się spóźnią na szkolenie :P i do kogo by zadzwonić – do Rafała dodzwonić się nie udało – muszę od niego odzyskać płytkę ze zdjęciami z Święta Młodzieży, do Sebastiana też się nie udało dodzwonić [od niego muszę odzyskać projekty wizytówki, a najlepiej wersje drukowane wizytówek], zadzwoniłam do Tomasza – o dziwo odebrał :D , zaczął się tłumaczyć z sytuacją cesji i kilku innych spraw. Powiedział że do końca tygodnia prześle orzeczenie że przekazuje mi NetBiznes.com mógłby wreszcie mi to przesłać, przekazałabym wtedy na e-Brokersa 25% i przynajmniej mogłabym już faktury wystawiać i zapisać się do programów partnerskich gdzie mogą wejść tylko firmy :D .

Kasia i Michał pojawili się parę minut po 10. Weszliśmy do sali, rozpoczęło się całkiem przyjaźnie i miło :D . Powitaniem kogoś kto przyszedł na indywidualny coaching :P . Kilka uwag i rad na przyszłość :) . Rozrysowywanie podstawowych metod stosowanych w coachingu i na bieżąco ćwiczenie każdej z tych metod [po 1-2 przykłady do przerobienia] -metoda pytań jest ogólnie wstępem do wszystkiego i czasem już może wystarczyć do wskazania rozwiązania, wizualizacja też jest mi znana – i czasem już sama z siebie zaczynam sobie coś wyobrażać coś i to wprowadzać w czyn tak jakby z automatu, przenoszenie zasobów już pokazywali mi chłopaki podczas szkolenia u nich i powiedzieli że to się tak nazywa to wiedziałam o co chodzi, jak na razie najmniej podoba mi się strategia Disneya, ale za to strategia formułowania celu bardzo przypadła mi do gustu, “linia czasu” przy odpowiednim nastawieniu może też nieźle wkręcić :) . Sama zbieram się do rozpisania sobie kilku celów :) . Tylko z lekka czasu nie mogę na to znaleźć :P . Generalnie dzień szkolenia szybko mi minął. O 14:40 o szefa dostałam sms’a żebym się pojawiła na fizyce po szkoleniu – i jak zobaczyłam która godzina to się z lekka zdziwiłam [coś na szybko to minęło] – co dobre szybko się kończy. Na koniec dostałam dostałam materiały ze szkolenia oraz certyfikat ukończenia szkolenia :P .

Odprowadzili mnie do budek na dworcu. zamówiłam sobie zapiekankę – tym razem bez surówek :P i pojechałam do pracy – najpierw uciekł mi tramwaj, później przejechałam przystanek i wylądowałam na skrzyżowaniu Uniwersyteckiej i Jaracza :P . Szef mnie odnalazł i odwiózł na autobus, dał kompa, wpakował do autobusu i wróciłam do domu. Zostawiłam przez przypadek kabel zasilający w autobusie [ale to mała strata - mam w domu chyba z 3 kabelki luzem to jeden mogłam oddać :P ]. Generalnie jeszcze wieczorem z rodzicami wylądowałam w Karsznicach, żeby złożyć komputerek. Działał praktycznie bez większych problemów, nie widzi tylko napędu CD. Miał już zainstalowanego M$ Office 97, pasjanse i książkę kucharską… jak na razie im starczy :) .

Wróciłam do domu to byłam troszkę padnięta. Wskoczyłam do wyrka, pogrzebałam jeszcze przy laptopie – sprawdziłam pocztę i naprawiłam sobie prawy klawisz “shift” – Młody odsyłał mnie do serwisu :P … stwierdziłam że to nie może być tak straszne, żeby wymieniać od razu całą klawiaturę i jakoś raczej przez przypadek się udało – wcisnęłam troszkę mocniej cały klawisz [jak naciskałam mocniej to nawet działał nawet jak był zepsuty] i wskoczył na swoje miejsce i działa bez nadwyrężania sobie palców :) .

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: