Wczoraj miałam dość dziwny dzień – w sumie wszystko było z nim OK, poza jednym – pracować nad rożnymi rzeczami chciało mi się tak jak zwykle nie chce
[czasami mówimy "a żeby to mi się tak chciało jak mi się nie chce" - wczoraj takie coś osiągnęłam]
Rano zajęłam się wrzucaniem 6tki – dokończyłam ściągę z 13 lekcji i… przyszła ciocia, zaczęłyśmy sprzątać – eureka – mój pokój da się posprzątać
[a myślałam że to już bliżej Stajni Augiasza i bez boskich umiejętności nie da się ogarnąć tego co tu mam na koło 9m2
]…
Dobra, posprzątałyśmy – zaczęłam się zastanawiać co dalej – i głosik “może tak Angielskim się zająć, jeszcze tylko 14 lekcja 15 i test końcowy – jeszcze dziś zdążysz jak Marta prześle kolejne lekcje.”
Wrzuciłam 13, zabrałam się za 14, pogadałam troszkę z Martą i tak jakoś 14 lekcja całkiem szybko mi się wrzuciła
[tak sama z siebie - siłą rozpędu
] W między czasie Marta dosłała 15 lekcje razem z testem końcowym. To też mi się całkiem szybko wrzuciło.
Nie przypuszczałam że w ciągu jednego dnia mogę wrzucić więcej niż jedną lekcję… po prostu po zmęczeniu jednej miałam dosyć HTML’a – tylko teraz znalazłam sposób jak sobie ułatwić robotę
– wklejam znaczniki HTML już do pliku *.odt później całość kopiuje już do kEDa i zmieniam tylko momenty gdzie mają być SWFy. Ma to 3 podstawowe zalety:
- nie muszę biegać po plikach i szukać gdzie co ma być pogrubione, na niebiesko czy jakoś inaczej zaznaczone.
- między plikami przechodzę raz a nie co kawałek – bardziej ekonomiczna praca.
- mniejsze prawdopodobieństwo wklejenia SWF’a na nieodpowiednie miejsce
I tak jakoś dzień mi szybciutko minął, chociaż nie mogę powiedzieć że się obijałam
. Wieczorkiem [ładny mi wieczorek po 2 w nocy
] weszłam na mape google troszkę popatrzeć na zdjęcia, w Zd-woli mojego bloku się nie zobaczy, ale Warszawa jest dużo lepiej sfotografowana a Artur się zrobił dostępny, chciałam sprawdzić jak dokładnie widać jego blok na mapce, nie chciał podać adresu – nie wiem czemu, nie wnikam [na razie]
,ale okolice już mogę zobaczyć – mam nazwę osiedla. Jak dobrze pójdzie to kiedyś się jakoś dowiem i zobaczę na mapie
. Może Łatwiej pójdzie mi z dowiedzeniem się adresów od Michałów
.
Poszłam spać po 4. Akurat w słuchawkach leciało mi coś od Michała – fajne rytmiczne coś alla muzyka indiańska czy coś w tym rodzaju, idealne przed snem – wybrałam sobie tylko jakieś takie kawałki od niego i postanowiłam sobie przeprowadzić eksperyment – poszłam spać z słuchawkami na uszach… chciałam zobaczyć jaki wpływ i czy o ogóle jakiś będzie miała ta muzyka na mnie. Przebudziłam się koło 6tej całkiem wypoczęta, rozejrzałam się dookoła, stwierdziłam, że jest jeszcze za wcześnie żeby wstawać, a nie mam nic pilnego do roboty i poszłam dalej spać, spałam jeszcze koło 4 godzinki. rano jakoś odruchowo odrzuciłam słuchawki i… nie słyszałam kawałków które interesowały mnie najbardziej [kojarzą mi się z konkretnymi odczuciami, ludźmi, wydarzeniami]… jak założyłam [już świadomie] znowu słuchawki na uszy właśnie kończyła się ostatnia z tych piosenek
.
No cóż – ale wyczucie czasu nie złe – hmm – nie będę zmieniać kolejności utworków na playliście i może dziś powtórzę eksperyment skupiając się na tym co będzie rano
. Hmmm jestem ciekawa jak mój organizm zareaguje i czy coś zapamięta
.