Tego jeszcze nie było :P

Pojechałam do Warszawy na jeden dzień. Pojechałam w czwartek rano miałam wrócić w piątek po południu, a wróciłam w poniedziałek po 12 :D . Oczywiście rodzinka dowiedziała się w środę wieczorem że gdzieś jadę – chyba już do tego się przyzwyczaili.

Rano zamówiłam taxi wychodzę i… zaliczyłam glebę… na szczęście nic się nie stało, a upadek chyba bardziej zabolał mamę, która całe zdarzenie widziała przez okno niż mnie :P . No cóż takie są mamy – wyskoczyła z domu, upewniła się, że jestem cała i pojechałam :P .

Na dworcu w warszawie byłam już przed 11. Miałam nadzieję że się troszkę spóźni i będę miała mniej czasu na błądzenie po Warszawie. Za bardzo nie wiedziałam co mogę ze sobą zrobić, więc poszłam zobaczyć gdzie będzie popołudniowe szkolenie – rozczarowałam się jak budynek szkolenia zobaczyłam już z dworca [że tak blisko :P ]. Droga zajęła mi koło 20-30 minut. Po zwiedzeniu budynku i zostawieniu w jakimś sklepie plecaka – z klamotami i różnymi innymi pierdołami nie jest lekki :P . Wysłałam do Artura 2 smsy, że chciałabym pogadać, bardzo mi zależy itp… to odpisał coś w stylu “Jutro, 14, kinoteka, do godziny czasu na pogadanie. Artur” – sms mnie rozbroił, ale ważne że się udało, co do godziny to byłam pewna że Kozaq też przesunie swoją godzinkę i pojawią się razem – nie pomyliłam się :P [zachowanie facetów czasem da się przewidzieć]. Monika w końcu na szkolenie nie dotarła, ale udało się z nią spotkać a później u niej przespać :) . Rano pojechałyśmy do niej do pracy poprawiłam mailing jaki robiłam dla jej koleżanki z pracy.

Zapomniałam że MjM w Katowicach jest już w tą sobotę, sprawdzałam z Zd-Woli pociągi miałam po 4 jakiś z przesiadką w Częstochowie a z Warszawy miałam bezpośrednio – w dodatku z domu jechałabym sama, tu zabrałam się z chłopakami [Kozaq, Radek, Irek].

Na 14 dotarłam do Kinoteki, był już Artur i… imienia nie pamiętam [Piotr(?)]. Dosiadłam się. Chwilę później pojawił się Kozaq z ekipą [Radek i Irek]. Chłopaki poszli do innego stolika zostałam sama z Arturem. Hmmm fajna rozmowa – w sumie sesja coachingowa w plenerze :P . Ciekawie się czułam nagle większość problemów, pytań odpłynęła, a te co zostały stwierdziłam że są zbyt banalne, beznadziejne żeby je zadać, poradzę sobie z nimi [a czemu mam sobie nie poradzić?] :) . Tak czy inaczej nie wiem jak On to robi ale działa. Niby to tylko jakaś wizualizacja, wyobrażanie sobie siebie za kilka lat czy jakieś cofanie w czasie itp… ale nawet zabawne to jest :) . Jego uwagi mnie rozbrajają. Poszedł do reszty, zawołał mi Kozaqa, umówiłam się z nim na podróż na MjM :) . Kupiłam bilet, spotkałam się z Beatą i później dosiadłam się do chłopaków.

Radkowi udało się załatwić mi nocleg u Arnolda w Gliwicach. Nieważne że komórkę miałam padającą, nie miałam ładowarki, a wysiadłam stacje wcześniej w Zabrzu. Udało się dodzwonić do Arnolda, komórka jeszcze tą rozmowę wytrzsymała i przyjechał po mnie na dworzec :) . Reszta dnia już bez większych niespodzianek – jeszcze zaskoczyła mnie klamka od łazienki w ich domu – przerobione na szpony jakieś pazurki ogrodnicze, zamontowane w miejscu klamki – całkiem ciekawie to wyglądało :D – gratulacje za pomysłowość. Rano pojechał po Michała i jego dziewczynę – też fajni ludzie :D .

Przewinął się temat mieszkania na wsi, dojenia krów, jeżdżenia na traktorze i pracy w polu. Arnold wyciągnął traktor dał nam grabie i pojechaliśmy kosić trawę :D . On i Michał przejechali się na około, a ja z dziewczyną Michała grabiliśmy na kupki to co oni skosili :P . Później pojechali po przyczepę, żeby zgarnąć to co zgrabiłyśmy – jechałam Traktorem – pierwszy raz w życiu za jakimkolwiek kółkiem :D i muszę przyznać że całkiem fajnie się jechało. Krowy nie doiłam – mam uraz jak byłam mała i ciotka wzięła mnie do dojenia krowy [tragedia to mało powiedziane]

Pojechaliśmy do Katowic na MjM i tam się troszkę rozdzieliliśmy – widzieliśmy się na przerwach, ale oni wylądowali gdzie indziej i ja gdzie indziej. MjM przeszedł moje najśmielsze oczekiwania… zaczął Mariusz Szuba… wreszcie udało mi się go poznać – nawet mam jego książkę z autografem :P [heh, a Kamila książkę mam najdłużej - pierwsza książka z tej półki a jego podpisu do tej pory tak jakoś nie udało mi się zgarnąć :P ]. Najbardziej podobał mi się wykład Michała Jankowiaka – i po reakcji publiczności widziałam, że nie tylko mi – najdłużej go oklaskiwali :) . Było 6 prelegentów [na poprzednich MjM "tylko" po 5. I Kamilowi troszkę czasu zabrakło na rozwinięcie swojej wypowiedzi. Pojechaliśmy na kolację do jakiegoś centrum, ale były tam problemiki to przenieśliśmy się gdzieś indziej - pomijam fakt że nie dogadałam się z kolesiem z którym miałam się zabrać i zostałam pod centrum - jedyny numer który odpowiedział to numer Grzegorza - heh na Grześków zawsze można było liczyć :D . Dzwoniłam z komórki taksówkarza - i jak czekałam na transport to troszkę sobie z nim pogadałam. Transport dojechał :D . Znalazłam też transport do Chrzanowa - stamtąd pojechałam pociągiem do Krakowa.

Generalnie w Krakowie Głównym byłam o 3 :) . W pociągu miałam dziwne zdarzenie - siedziałam na korytarzu drzwi do przedziału były uchylone, ale firanki zasłonięte i ciemno w wagonie itp... nie wchodziłam żeby nie przeszkadzać - swoją drogą, na grzejniku też było całkiem wygodnie i ciepło [był włączony], w którymś momencie przyśnił mi się Król Artur i zaczął mnie namawiać do wejścia do tego przedziału i zapytania mnie o wolne miejsca – stwierdziłam że jak chce to może sam mnie zaprosić i się obudziłam lekko zdezorientowana i zaskoczona snem :P . Minęło pół minuty – może minuta, wychyla się koleś z przedziału
- a daleko pani jedzie?
- do Krakowa Głównego
- to może Pani sobie usiądzie?
LOL – szok jeszcze większy niż jak się obudziłam :P

Pogadałam z kolesiem w przedziale – fajny człowieczek, pracuje w kopalni :) . Dojechałam do Krakowa. Hotele troszkę drogawe, co kawałek pozamykane już schroniska itp… poza tym i tak miałam czysty portfel.pomyślałam sobie o 2 rzeczach – 1 znaleźć jakieś spokojne puste miejsce gdzie można by pooglądać wschód słońca lub 2 żeby ktoś zaprosił mnie do siebie na nocleg :) . Na światłach pojawiła się osóbka która po krótkiej rozmowie zaproponowała że może mnie przenocować :) [w sumie spania zostało mi strasznie dużo - było po 4 jak dotarliśmy na miejsce a o 8 mieliśmy już wstać, 4 godz to zawsze coś :D ] generalnie stałam 7:30 – i nie mogłam już zasnąć, wstałam, wykąpałam się i naszykowałam do wyjścia, Paweł wstał po 8, stwierdził że w pracy musi być dopiero na 10 więc pośpi do 9, powiedział mi jak się dostać na politechnikę – tam miał być MjM. Podziękowałam, zostawiłam do siebie namiary [do tej pory nie zadzwonił :P ] i wyszłam.

Oczywiście zabłądziłam, trafiłam na jakiś parking, akurat koleś wyjeżdżał – cicha nadzieja może podwiezie mnie na przystanek autobusowy :P . Grzecznie podeszłam i wypytałam jak można dojść na przystanek – odpowiedział i pojechał – przejechał z 3 metry, zatrzymał się – “będę przejeżdżał obok to mogę panią podrzucić”. Podwiózł mnie na przystanek – faktycznie praktycznie każdy autobus dojeżdżał do dzielnicy gdzie miałam wysiąść – nie pamiętam już nazwy :D . Przesiadka w autobus nr 130 i dojechałam pod samą politechnikę :D . Na miejscu jeszcze tylko nie wiedziałam gdzie konkretnie ma być MjM. Tel. do Kamila – komórka jeszcze wytrzymała rozmowę i dowiedziałam się gdzie to ma być. Troszkę na nich poczekałam. Po drodze pojawił się jakiś młody reporter – który był umówiony na wywiad z Kamilem to się przyjemniej czekało :) .

Kamil przyjechał, przyjechała ekipa… rozpakowywanie i szykowanie do MjM – pierwszy raz katering był oddzielnie niż rejestracja i sprzedaż książek :P . Może to i lepiej – przynajmniej dla mnie :D . Spotkałam się z Beatą i… widziałam kolesia podobnego do Artura… myślałam że to tylko moje odczucie… ale Kozaq i Beata też się nabrali :) . Z daleka bardzo podobny, ale z bliska było już więcej różnic – krótsze włosy [to się jeszcze da załatwić w przeciągu jednego dnia], pieprzyk na policzku [z tym już mógłby być problem], okulary – za duże ale to też zawsze można zmienić i generalnie tamten był szczuplejszy i niższy :P .

Szuba powtórzył swoje wystąpienie, zabrakło Wasika z wczoraj poza tym ekipa się powtórzyła. Szuba pokazał linie czasu – jakiegoś kolesia ze stresami wziął i przeprowadził po linii, koleś dostał nawet oklaski na stojąco – żadnemu prelegentowi się to nie udało – z tych MjMów na których byłam [7 na 16] – tak jak wczoraj pokazał też jak gesty wpływają na nasze samopoczucie [weź ręce do góry, uśmiechnij się sama do siebie i spróbuj się zdołować - w Katowicach i w Krakowie skończyło się to salwą śmiechu]. Michał zrobił oczywiście swoje supertajne medytacje z którymi mam problem… szczególnie z jedną z nich, porównał biznes do seksu [swoją drogą całkiem trafne porównanie] i znowu zgarnął najwięcej oklasków. Kamilowi zostało więcej czasu na gadanie, ale nie przeciągał za długo. Skończyło się kolacją – pojechałam z Kozaqiem i ekipą. Jakoś na kolacji nie było nic niezwykłego [poza klimatem, ale to już chyba standard]. Później odwieźli mnie na dworzec – koło 23 a pociąg miałam o 1:00, troszkę się dłużyło – do momentu aż nie zmarzłam i nie schowałam się w jakimś sklepiku i nie kupiłam zapiekanki. Zaczęłam rozmawiać ze sprzedawczynią i czas przyspieszył odrobinkę.

Stoję o 1:00 na przystanku i słyszę – pociąg do Warszawy opóźniony około 15 minut… o nie – wewnętrzny bunt i myśli “o 1:05 wjeżdżasz a o 1:10 max jestem w środku” :D … i o 1:04 kolesiówka zaczęła zapowiadać że pociąg już wjeżdża na stację a o 1:09 byłam w pociągu :D … i jak tu nie wierzyć w to że co się pomyśli to się spełni :P [wydedukowałam sobie, że pociąg jak już ma spóźnienie to po 7:10 będzie na dworcu centralnym a koło 7:50 mam pociąg do Zd-Woli – to akurat zdążę utknąć w korku przy kasie po bilet to nie będę czekać na pociąg – i to też się sprawdziło. przyjechałam koło 7:15 a o 7:45 miałam pociąg do ZDW, bite 20 minut stałam w kolejce po bilet i bezpiecznie wróciłam do domu. UFFF a jutro znowu do Warszawy…

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: