W poniedziałek wróciłam do domu po 13, na 15 byłam umówiona z koleżanką – i tylko dlatego przyjechałam do domu. Dawno nie widziałam się z Kasią, pokazała zdjęcia z wycieczki, pogadałyśmy i… wpadł niezapowiedziany gość – Rafał sobie przypomniał drogę do mnie… Wpadł na chwilę, a wyszedł po 3 [jak to on potrafi
, w tym czasie zdążyłam się z nim nagadać, wyspać i znowu nagadać]… miałam robić angielski – poprawki, po 3 nie miałam już siły nic robić, tym bardziej że rano [na 10:23] musiałam się naszykować na pociąg do Warszawy a przydałoby się troszkę przespać – oczy same się o to upominały.
Rano ledwo zdążyłam na pociąg, starszy mnie podrzucił. W pociągu skończyłam czytać Książkę Łukasza Milewskiego – “Mowa ciała a sukces” całkiem przydatna książka – można zobaczyć swoje błędy i popracować nad sobą i poznałam fajnych ludzi z Sieradza – Michała i Justynę
. Michał – doktoruje sie z psychologii
. Ostatnio coś za dużo ludzi spotykam związanych z psychologią, rozwojem osobistym itp… jak nie wiedziałam co to tak teraz mam to wszędzie.
Dojechaliśmy do Warszawy. Generalnie nie miałam planów – próbowałam się dodzwonić do Kozaqa, w końcu się udało, ale statutu jeszcze nie mieli. Dodzwoniłam się do Moniki – przenocowała mnie znowu. W sumie podczas tego wyjazdu za dużo nie narobiłam. Kozaq wskazał mi Club Trffic gdzie jest dostęp do internetu – nie znalazłam tylko wiaderka prądu
, ale bateria na 3godziny i wystarczyła. Wprowadzałam poprawki do angielskiego Marcie. Pod koniec, jak już musiałam kończyć – bateria padała – wqurzyła się na jakąś poprawkę którą wprowadziłam zgodnie z tym co było w pliku. W pierwszej chwili też się zdenerwowałam, ale całkiem szybko opanowałam emocje, w sumie ona już dość długo wałkuje ten angielski i poprawki też troszkę czekały. No nic, “będzie to co musi być” jak to śpiewa Rodowiczka w któreś ze swoich piosenek
.
Do domu pojechałam o 17. o 15 kupuje bilet:
- dzień dobry, do zduńskiej woli, dziecko niepełnosprawne proszę.
- a pani to u mnie często kupuje.
[moje zaskoczenie]
- bo ostatnio jestem częściej w warszawie niż w domu, póki mogę to korzystam ![]()
Peron 4, tor 8 i czekanie… w pociągu do Skierniewic jechałam z 3 facecikami w przedziale, później sama jak palec. Zaczęłam czytać “Faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus”, w sumie jak zawsze męczy mnie czytanie gdzie coś jest w ruchu, terkocze itp, tak przeczytałam 100 stron, jedna z ciekawszych książek jakie ostatnio czytałam
… Starszy przyjechał po mnie na stacje. I tak skończyła się moja podróż do stolicy.