No właśnie… dokąd zmierzam? Hmmm jeszcze nie wiem….
Dziś byłam na rozmowie kwalifikacyjnej… nie spełniam jednego warunku “nie jestem bezrobotna” – czy pracowałabym w e-Brokersie czy nie i tak bezrobotna być bym nie mogła – renta, z której póki co nie zrezygnuje, co najwyżej zawieszę jak zdecydują się mnie zatrudnić… Zobaczymy
Wyskoczyłam też sobie do Wawy [a co będę w domu siedzieć
]… w Warszawie spędziłam aż całe 1,5 godziny z czego koło 30 minut na spotkaniu
…
Czy mi się opłaca tak jeździć między miastami – wiedziałam, ze muszę dziś wracać, w domu mogliby przeżyć szok jakby usłyszeli informację że jestem w Wawie, a wyjechałam tylko do Łodzi – już ostatnio wywinęłam im taki numer, ale wtedy się spodziewali takiego zachowania, teraz nie bardzo
Odpowiedź brzmi – opłaca
. Dlaczego? A co będę w domu siedzieć.. to po pierwsze po drugie było spotkanie grupy – ostatnio być nie mogłam to muszę się dowiedzieć co i jak etc…
Poza tym do Łodzi, a jeszcze chętniej do Warszawy zwiewam jak najczęściej pod byle pretekstem… dziś w Łodzi byłam na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnej firmie… zakładają sklep on-line – na skrypcie Sote – coś na temat tego skryptu słyszałam ehhm… zobaczymy co z tego będzie. odniosłam wrażenie, że zależy im na mojej kandydaturze – nawet się nie skrzywiła jak powiedziałam o oczekiwaniach finansowych – 3000pln netto.
Swoją drogą chciałabym zarabiać miesięcznie koło 5000pln na początek… jak osiągnę tą barierkę to będę się zastanawiać jak ją przeskoczyć na 10 000 i później wyżej… póki co chcę przeskoczyć barierkę 3000 – od czegoś trzeba zacząć
– jak narazie mam za dużo planów, żeby wydać gotówkę [inwestycja w siebie i swój rozwój, rozwój mojego biznesiku etc...], a za mało pomysłów żeby zarobić tyle ile bym chciała wydać
.
Podróże etc to doskonała okazja żeby może coś zrzucić [kilka kg mniej się przyda]
rano śniadania nie jadłam, generalnie dlatego że była zupa lub fasolka – ani jedo ani drugie mi nie odpowaidało więc sobie odpuściłam śniadanko, obiad – hmmm nie było czasu – w pociągu rozmówczyni poczęstowała mnie mandarynką – skorzystałam, wróciłam do domu i musiałam zjeść kolację [kawałek ciasta] ehhh… no cóż, wybędę z chaty to będzie czas na głowdówki nawet całotygodniowe – tak jak mi się taka marzy, zrobić sobie 7 dni bez jedzenia tylko na wodzie i powietrzu, głównie tylko po to żeby zobaczyć jak na to zareaguje mój organizm… ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad tym czy kiedykolwiek byłam głodna – uzyskałam odpowiedź negatywną – hmmm za dobrze mi się powodzi
Wracam do domu a tu czeka na mnie paczka… wielkie pudło – nie dziwię się że nie przyniusł tego rano listonosz… hmmm zaglądam do środka i widzę 17 paczuszek 100g różnych rodzajów Yerba Mate [a co jak szaleć to szaleć - wszystkiego trzeba spróbowac, żeby zobaczyć co najbardziej pasuje] oczywiście naczynko z tykwy + bombilla i jakiś napój energetyzujący z guarany
… Najbadziej zaskoczyły mnie opakowania 100g – kurcze myslałam że to będzie coś małego – naprawdę miniaturowego, ot zwykła próbeczka.. a tu okazuje się że to całkiem sporych rozmiarów
A na koniec znalazłam cały teledysk piosenki Bajora Quo vadis Domine
— tzn znajomy podesłał mi linka do filmiku Kozaqa, a teledysk Michała Bajora znalazłam w ramce obok
, lubię tą piosenkę, w ogóle lubię Bajora, mogę nawet zarydzykować stwierdzenie, że lubię poezję śpiewaną
A do czego ja zmierzam? Póki co wolności finanowej i ciągłego rozwoju osobistego… wiem też że to moje cele pośrednie do czegoś większego… czego? jeszcze nie wiem, ale wiem, że na pewno to będzie sprawiać mi wielką frajdę i pozwoli w pełni bawić się życiem
[ostatnio wyszło mi, że moją najważniejszą częścią podejmującą kluczowe decyzje jest "zabawiaka" -- wtajemniczeni wiedzą o co chodzi
]