Dlaczego piszę ukryte posty?
Dla siebie, żeby pamiętać lepiej
.
A dowiedziałam się że tego bloga czyta w miarę regularnie kilka osóbek
.
Jeśli trafiłeś na tą wiadomość nie musisz jej czytać – nic ciekawego dla Ciebie tam nie ma.
Hemm… ostatnio wpałda mi w ucho piosenka pt. “Inna” Ani Dąbrowskiej.
“Miała 16 lat, nie nosiła nic modnego
nie uśmiechała się i nie mówiła cześć”
“Miała 1000 myśli w jednej chwili
i niewiele czasu by zdrobić cokolwiek”
“Wsród tylu innych jest inna też”
“Nie myśl ze ją spotkasz, sama spędza czas
tak zwyczajnie wcześnie chodzi spać
nie udaje że jest kimś, nie stara się
słucha wciąż tych samych płyt, nie nudzi się”
To nawet zgadza się z moim opisem w tym wieku – czyt. przed wypadkiem
dosłowny opis – rodzina cały czas mi powtarzała że uśmiech nic nie kosztuje a słowo “cześć” czy “dzień dobry” to było jedno z tych magicznych słów, których nie używałam – chyba że ktoś już na mnie praktycznie wszedł i powiedział mi pierwszy “cześć”, muzyki też słuchałam ciągle tej samej – czasem nawet jedną piosenke mogłam wałkować aż mi rodzina chowała płyty czy kasety
.
Dziwny okres w moim życiu – 14-16 lat. W sumie nie wynikało to z żadnego buntu, nic nie demonstrowałam, chciałam tylko żeby świat dał mi spokój, najlepiej żeby o mnie zapomniał. I tak moje pomysły do niczego nikomu się nei przydadzą i cierpi przeze mnie brat i kilka innych osób.
16 lat – wypadek fakt faktem nie pamiętam go – ani jak do niego doszło, ani dokładnie jak to było, co się wydarzyło – film mi się urywa w momencie odległym od miejsca wypadku [byłam treźwa i czysta - potwierdzone badaniami, zrobionymi bezpośrednio po wypadku
]. Lekarka stwerdziła ze mam – w tym przypadku – przydatną zdolność do wypierania z pamięci przeżyć traumatycznych – nawet z rezerwą czasową, żeby sobie drogą dedukcji i domysłami nie przypomniała zdarzenia. Długo nie wiedziałam dlaczego jestem w szpitalu i dlaczego nie pozwalają mi wstać – tylko poprzywiązywali mnie z jakimiś ciężarkami do łóżka – wyciągi, a sami nie spieszyli mi się z powiedzieneim, doweidziałam się tylko tyle że to był ciężki wypadek, ale szczegóły może mi powiedzieć tylko lekarz prowadzący – i zawsze to był “ten drugi” – spychologia
.
Wiem jedno – wypadek był poniekąd jakąś zmianą w moim życiu – nawet można się pokusić o stwierdzenie ze świata NLP – przełamaniem wzorca w dość brutalny sposób
. I nawet jakbym miała cofnąć się w czasie, nie wiem czy bym cofneła ten wypadek, w sumie jak a to patrzę z pespektywy czasu to każdy okres w moim życiu był mi potrzebny i czegoś mnie uczył – teraz tylko wystarczy nie popełniać drugi raz tych samych błędów i wyciągnąć odpowiednia naukę na przyszłość, więc nie ma co gdybać, lepiej zaakceptować obecny stan rzeczy.
Jaka jestem teraz? Nadal jestem inna od samej siebie z wtedy i od innych – to się akurat nie zmieniło
.
Teraz już się częsciej uśmiecham – w zasadzie przebywając w tym towarzystkie nie da się inaczej, tzn. może i się da – tylko po co
.
Wyszłam do ludzi, a w zasadzie na początku to obcy wyszli do mnie
, ja tylko zgodziłam się postawić nogę poza bezpieczne ściany mojego pokoiku
. Najpierw ludzie z Civitasu – z wolontariatu. Później Rafał, Darek, Marek i kilu innych osobowości, łączyło ich jedno – otwartość na innych.
Darek wyrwał mnie do Łodzi – dostałam pracę tam gdzie on pracował (ZAZ), popracowałam 2 miesiące i za namową Gabrysi wysłama CV do 3 firm – w każdej z nich zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną – z czego na jedną nie poszłam, bo na drugiej już zapytali od kiedy mogę zacząć
. Mit że ciężko dostać pracę obalony. Trzeba tylko wiedzieć co chce się robić, co się umie i wysyłać CV tylko do interesujących nasz ofert. Ja akurat znalazłam 3 spośród tysięcy zamieszczonych w portalach [może znalazłabym więcej - tylko nie miałam potrzeby grzebać i szukać pracy - w końcu jedną już miałm, a wysłałam żeby zobaczyc jaki będzie odzwe - dla zabawy.
Na skrzynkę przyszła informacja o organizowaniu I Sympozjium Uczestników Programów Partnerskich - pojechałam do Warszawy - wtedy jeszcze zrobiłam wycieczkę rodzinie - bo samej mnie puścić nie chcieli - odstawili mnie na sympozjum sami poszli zwiedzać Warszawę i pojeździć metrem
.
Pojawiła się propozycja poprowadzenia wykładu na IV Sesji Linuksowej - we Wrocławiu - poznałam Borzywoja - człowieka który już od jakiegoś czasu pomagał mi przez GG w różnych kwestiach
. Fajna wyprawa
- tu też tata mnie odwiózł i musiał zobaczyć w czyje ręce mnie oddaje w obcym mieście [nawet obejrzał dowód osobnika]
.
Pojawiłam się na Sympozjum i poznałam kilka ciekawych osóbek
… m.in. Kamila Cebulskiego i Marcina Gaberę – pierwszy raz w pociągu ja nie spałam, a tata nie mógł nadążyć za moją rozmową z Marcinem i poszedł spać – brat poszedł w jego ślady, a ja pogadałam z Marcinem o pracy… przez przypadek dostałam fajną pracę na fajnych warunkach
. Do Kamila odezwałam się jak zobaczyłam go na liście newsletterowców z serwisu który dopiero co przejęłam… zaproponował patronat medialny nad MJM – nie wiedziałam że to dopiero zabawa się zaczyna.. a zaczęła się po MJM we Wrocławiu i w Poznaniu.
Byłam na MJM w Łodzi, spotkałam się z Małgosią poznaną wcześniej na szkoleniu e-Bzines w praktyce czy coś podobnego [finansowanego z Uni]. Wtedy pierwszy raz usłyszłam od niej że wyglądam jej na aktywną dziewczynę – co mnie zaskoczyło ['przecież ja nc takiego nie robię'].
Krótki mail do kamila “Kamil mogę pojawić się na MJM we Wrocławiu” – w tych rejonach byłam już wcześniej na IV sesji linuksowej to wiedziałam że rodzinka nie będzie długo oporować
. odpowiedź jeszcze krótsza – “Jasne wpadaj”. No to wpadłam i wylądowałam na MJM w Poznaniu też – znalazło się miejsce u Kamilaw aucie to się zabrałam
. Rano mama dzwoni “Sandra jesteś już w pociągu?” – wiedziała że o 7 mam pociąg powrotny do ZDW, a dzwoniła kilka minut po 7. “Nie, w Poznaniu” – w sumie pociąg – Poznań – dużej różnicy nei widzę
, wytłumaczyłam jak to się stało, upewniłam, że jestem bezpieczna etc… i transport do domu miałam z Michałem Durą – swoją drogą jak to niewiele wystarczy żeby zostać uznanym za kogoś od organizacji.
Od dziewczyny z Poznania dostałam zaproszenie do GoldenLine gdzie nalazł mnie Michał D. Podpis pod jego profilem – “Coach” – do takiego miasteczka jak ZDW nie doszła taka nazwa – czym się to zajmuje etc, wyszukiwarka powiedziała mi troszeczkę i dała przybliżony obraz kto to taki i do czego to, ale mail do Miachała nic nie kosztuje – “Michał czym ty się zajmujesz, kto to jest Coach?” – odpowiedź – “teraz w weekend organizujemy szkolenie, będzie indywidualny Coaching – link do szkolenia”… Nie wiem czemu, ale długo się nie wachałam – pojawiły się przeszkody natury że szkolenie było 2 dniowe i to w Warszawie – a w Warszawie nikgo nie znałam – poza Michałem z którym waracałam do domu z Poznania
[długa znajomość - całe 7 dni - a jak zaproponował mi że mogę u niego nocować jak nie mam gdzie - to znaliśmy się 4 dni i to głównie on-line, chociaz z Borzywojem znałam się tylko on-line
].
Między sobotą a niedzielą przeszłam przez ogień na firewalku organizowanym przez Rafała – poznanego wcześniej na szkoleniu. Hmm w pierwszej chwili po przejściu nie wiedziałam co się dzieje, tak się skupiłam żeby przejść do mety, że reszta świata przestała istnieć
. Wachałam się do ostatniej chwili czy przejsć czy nie – nawet już stojąc u Rafała i wystukując rytm marszu, ale stwierdziłam że ja kteraz się wycofam to zawsze będę się cofała przed nowościami – nawet będąc o krok od celu. Polecam każdemu niezdecydowanemu
.
To była moja piersza wizyta w Warszawie – druga tydzień później – przyjechałam w piątek wieczorem z temperaturą 39,5 [przynajmniej taka była jak strzepytałam do temeratury akceptowalnej przez mamę, żeby nie martwiła się o mnie - i tak miała ciężki orzech do zgryzienia - bo ciśnienie mi spadło i tętno skoczyło. W piątek wieczorem w Warszawie, w sobotę z chłopakami w Białymstoku, w niedzielę w Olsztynie, w poniedziałek wróciłam cała i zdrowa do domu
] – następna wizyta w Warszawie w środę na urodzinach Kozaqa. Gdzie zobaczyłam chyba pierwszy raz Piotra Waydela – przynajmniej tak mi się wydaje
. Urodziny były u niego w domu pod Warszawą – chociaż dom to za małe określenie
. Impreza była udana. Poszłam spać koło godziny 4-5 w falującym stanie
, a wstałam koło 8 wyspana (!) – co samą mnie zaskoczyło – ja w normalnycj warunach – czyt w domu – wstawałam koło godz 10 (!)
.
I od tego czasu w Warszawie bywałam coraz częściej – byle pretekst dobry żeby wyrwać się do Warszawy – dzięki temu przez przypadek zostałam współzałożycielem stowarzyszenia ATSu
. Najpierw w zasadzie każdy weekend – od piątku do poniedziałku – później od czwartku do poniedziałku , zdarzało się że ten weekend sie przedłużał od wtorku do poniedziałku – i takich weekendów było coraz więcej.
Zanim dostałam pracę w Warszawie [w sumie to koleżanka - Asia - przesłał mi ofertę - "możesz tam wysłać CV, firma ma niezły profil" - Harvard
]. Nocowałm tam gdzie ‘przygarną kropka’, w końcu kropka na dobre przygarnęli Hanif i Ola
. Jak już dostałąm pracę to wynajmowałam u nich kanapę
, od kwietnia musiałm sie przeprowadzić gdzieś indziej. Joasia miała wyczucie – akurat jej koleżanka z pracy szukała współlokatorki.
Między wierszami są umieszczone inne wspomnienia, spotkania, szkolenia, inne znajomości, ciekawe przygody – też miłe, może dlatego tak polubiłam Warszawę. Jesteś indywidualnością, a jednocześnie możesz liczyć na pomoc i wprawcie zupełni obcych ludzi – wtedy znałam ludzi 5 miesięcy – to nie jest długi okres, jak na pomoc jaką od nich dostałam – przenocować osobę tyle co poznaną – żaden problem, raz tylko spałam w schronisku młodzieżowym – namiary dostałam od Artura, podczas drugiej wizyty – wtedy jeszcze nie miałam na nikogo namiarów i raz wylądowałam w kafejce internetowej – przed 23 byłam na dworcu i uciekł mi ostatni pociąg do Łodzi, kontakty jeszcze były bvardzo ograniczone i schronisko już zamknięte, ale to też fajna przygoda. Co mnie zaskoczyło – mam wrażenie że w stolicy mieszkam 3 lata, a tych ludzi znam przynajmniej z 5 lat. Znajomy stweirdził że to kwestia natłoku wrażeń – dużo wrażeń w porównaniu do wcześniejszego bycia – i logicznie [ponieważ jestem bardzo 'logiczna' - wszystko muszę sobie wytłumaczyć w sensowny i zrozumiały dla mnie sposób, co nie równa się że zawsze postępuje w sposób logiczny dla innych
] trzeba to sobie rozłożyć w czasie, tak żeby wszystko się zgadzało – więc rozciągnęło mi wydarzenia w czasie
.
Dzisiaj poznam nowych ludzi – jadę na masaż do Piaseczna – z osobą którą poznam podczas podróży
.
Wkrótce rozpoczyna się nowy cykl MJM, a za tydzień ma na CreativeNetworkingu w Łodzi odwiedzić nas Kamil Cebulski
.
W sumie analizując ten okres dochodzę do wniosku, że Ewa miała rację – chodzę swoimi drogami, robię to co lubię i to co chcę robić i nie potrzebuję żeby ktoś mnie klepał po ramieniu i upewniał mnie że dobrze robię, co prawda lubię znać opinię innych, ale biorę tylko to co chcę. Mowa tu o okresie już po wypadku. Zresztą brat też raz tak podsumowaół mój wyjazd jak mama oporowała – “Ty już podjęłaś decyzję, teraz jest tylko kwestia czy zrobisz nam wycieszkę czy pojedziesz sama, a i tak sobie poradzisz, ja o tym wiem”.
Nawet do pracy poszłam bo chciałam zobaczyć jak to jest pracować na etat i jak to jest pracować w jakieś większej firmie. Nie wiem ile tam jeszcze popracuję, ale póki co mi się tam podoba. Wiem że mam luz – póki co mam rentę, pracę zdalną u Marcina – za grosze, ale zawsze jakiś grosz
. Niemam rodziny na utrzymaniu, ze studiów zrezygnowałam na razie więc muszę mieć miesięcznie na utrzymanie się w domu niewiele. W dodatku chcę wystartować z NetBiznesem i mam nadzieję że to po jakimś czasie przyniesie pasywny dochód.