Podróż do domu.

W piątek zostałam dłużej w pracy, bo chciałam sprawdzić sobie GoldenLine, pocztę etc… klub u Kozaqa zawieszony na czas wakacji. A Jarek jeszcze coś robił na kompie więc mogłam posiedzieć.

Wyszłam po 18, wsiadam do autobusu – jednak ten coś ‘nie chciał rozmawiać’ z kierowcą… OK, przesiadka do drugiego autobusu, ten co prawda na chodzie tylko, troszkę się kierowca nagimnastykował żeby móc objechać autobus stojący przed nim :-D .

W autobusie generalnie były luzy, miałam okazję przekonać się o uczciwośći Warszawaków – a dokładniej 4 pań siedzących na przeciwko. Kiedyś słyszałam że całkiem nie dawno przeprowadzono badania – w kilku większych miastach celowo zostawianokomórki i wartościowe rzeczy – najuczciwiej [nie pamiętam z jakim wynikiem] wyszła Warszawa. Pamiętam, że tam tylko kilka tych urządzeń zagineło w akcji :D

Najpierw zadzwoniły na ostatni numer – pokazało się, że to chłopak dzwonił z przystanku z komórki przechodnia, wie już że zostawił komórkę i że bvędzie się kontaktować. Panie mimo to obdzwoniły rodziców. Pomijam fakt, że to blokowało linie i narażało limity na koncie, wykorzystywało baterie – ponoć komórka najwięcej energii zużywa podczas nawiązywania połączenia, to jeszcze zaniepokojono rodzinę. Nie wiadomo było skąd ten chłopak jest i czy rodzinę ma w Warszawie – a w Warszawie Warszawiaka spotkać to jest wyczyn :-D .

Sama nie życzyłabym sobie żeby ktoś dzwnił mi do kogokolwiek i informował o tym ze zgubiłam telefon – szczególnie do rodziców.
Znam swój numer i sama chciałabym się skontaktować i odszukać swój telefon, po co to wtrącać rodzinę? Tym bardziej, że znam ją troszkeczkę i pewnie długo musiałabym tłumaczyć się później jak to się stało i co by było gdyby było etc… :-D

Chłpak tym czasem gonił nas taksówką. I dogonił 2 przystanki przed moją wysiadką. W sumie z tego całego zdarzenia o mało co nie przejechałam mojego przystanku :P . Chwilę wcześniej dzwonił tata i zapraszał mnie na “Dni Zduńskiej Woli” – w sobotę grały “Czerwone Gitary” a w niedzilę występowała Kasia Cerekwicka. I przez chwilę miałam wrażenie że jadę w Zduńskiej Woli koło kościoła na Frasicy [i poczułam się jak w domu] – no cóż mijałam kościół w Warszawie na Dereniowej [i zoriętowałam się że "na następnym wysiadam" :-D ].

W sumie na “Czerwone Gitary” mogłabym się przejechać, ale na jeden wieczór to tak średnio mi się kalkuluje. Zostanie mi wysłuchać relacji rodziny.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Preview: