Mieliśmy pojechać autem, no cóż coś nie wyszło
W końcu pojechaliśmy pociągiem
. Z Łodzi do Wawy i z Wawy do Białegostoku…
Nie wiem czy ktoś miał takiego farta… nie zauważyć pociągu na peronie
no cóż zamiast pojechać po 9:20 pojechaliśmy po 11. Jechali nim też kibice to o miejscach siedzących mogliśmy zapomnieć… dobrze że moja walizka jest troszkę sztywna to udało się troszkę o nią oprzeć.
Na dworcu czekał na nas Bartek z mamą, podwiozła nas na MJM, po MJM kolacyjka – standardzie, Piotrek odebrał nas z centrum, później pojechali odebrać Anię i zaczęła się zabawa
… poszłam spać koło 5tej [przed 6tą] spałam do 8 [dłużej się nie dało i nie chciało
]
Po śniadaniu [grzanki] pojechaliśmy na działkę Bartka – oj fajnie było, fajna działka, dopracowana, z ławką bujaną, jakaś okrągłą kulą w której można było siedzieć i hamakiem
. Krótka nauka żaglowania… całkiem fajnie to wychodziło – półkilogramowymi Bulami dużo wygodniej się żongluje, niż mniejszymi/lekkimi piłeczkami
Koło 14 zaczął się wykład nt. motywacji. W trakcie było zginanie druta i pokaz hipnozy scenicznej – mot kataleptyczny i szkolenie zakończone FireWalkiem – sama nie chodziłam bo już kiedyś to zrobiłam nie chcę sobie zacierać pierwszego ważnienia. Wieczorkiem grill i ognisko – Damian był grillmasterem – i całkiem dobrze mu to wyszło
. Spać poszliśmy późno – nie pamiętam już która to była – ale coś koło 3ciej jak nie później.
Na drugi dzień szkolenie z wystąpień publicznych. Fajnie było… po szkoleniu pojechaliśmy wszyscy do klubu i grałam w bilarda 2razy, raz byłam w drużynie z Anią Król – przegraliśmy… chwilę później Damian zaproponował żebyśmy jeszcze zagrali razem w drużynie… tym razem wygraliśmy 
Ja wbijałam czarna bilę… w zasadzie wszystkie bile były wbite [polowanie na czarną bilę] wbiłam obie i czarną i białą za jednym zamachem – posprzątałam wszystko po sobie
.
Krótka drzemka i rano po 6 powrót do domu… ciekawie było – nawet udało się ulokować z tyłu – przynajmniej wygodnie się spało, a później było wesoło – wracaliśmy w 5 osóbek