Dziś zarejestrowałam firmę…
Tzn… zarejestrowana – Wpis Do Ewidencji, REGON, wyrobiona pieczątka, konto bankowe etc już miałam pod koniec roku 2008… miałam ruszyć na początku stycznia – hmmm tylko nie mogłam jakoś zgłosić się US i ZUS żeby dokończyć formalności…
Po drodze przeszłam na pełny etat w firmie e-Brokers – więc w ZUSie zostały mi tylko składki zdrowotne do płacenia
.
Ale co się dziś nabiegałam to moje – najpierw po domu żeby odnaleźć wszystkie papierki… zaświadczenia o nadaniu numeru REGON nie udał m isięznaleźć – już mielismy jechać do Sieradza – ale stwierdziliśmy [z Adamem] że nie ma czasu i staramy się załatwić sprawę bez tego papierka – pieczątka też została w Warszawie [ok, jak będą wymagać to się gdzieś wyrobi na szybko - dodatkowy wydatek, ale zawsze się przyda dodatkowa pieczątka].
Urząd Skarbowy… chcę złożyć ładnie wydrukowany [wcześniej wypełniony] NIP-1, a pani pyta po co chcę to składać… dowiedziałam się że jest pięknie nazywający się projekt o nazwie ‘jedno okienko’ i teoretycznie wszystko powinnam załatwić w Urzędzie Miasta, ale wpis był sprzed tej nowelizacji to muszę się przejść do Urzędu Miasta, żeby dowiedzieć się co muszę zrobić…
generalnie dowiadywanie się wszystkiego i tłumaczenie sytuacji zajęło z 20 minut i skończyło się spacerkiem do Urzędu Miasta…
W Urzędzie nie było akurat Pani, która zajmuje się wpisami do ewidencji… gdzieś na chwilę wyszła i mamy pczekać.
OK. Wypełniliśmy to co wiedzieliśmy przy okazji VAT-R (170PLN na to straciłam
) informacje o sposobu opodatkowania i rozliczeń.
W międzyczasie przyszła Pani i nie była chetna do zmiany daty rozpoczęcia działalności we wpisie, zadzwoniła do US dowiedziała się że nie będą robić problemów, tylko nie wiedzili jak to potraktować i wysłali ‘na wszelki wypadek’, już Pani chciała nas odsyłać, ale stwierdziła, że na wszelki wypadek zadzwoni jeszcze do ZUSu – i dobrze, ze to zrobiła, okazało się że w ZUSie nie było by tak gładko i pięknie – i trzeba zmienić, żeby nie musieć się gimnastykować… Pani dała mi formularz, powiedziała gdzie stoi wzór i co wypełnić… [nie było tego dużo], więc z informacją o aktualizacji wpisu [i innymi papierkami] poszłam do US…
Pani z okienka odpowiedziała nam na nasze pytania i rozwiała wątpliwości.
Znajoma księgowa poradziła mi podatek progresywny – tym bardziej, że przynajmniej w tym roku nie powinnam wpaść w drugi próg opodatkowania
i rozliczanie kwartalne, jak nie chcę biegać co miesiąc.
VAT-R – myślałam, że to kosztuje 70 PLN i na tyle byłam przygotowana… po 100 musielimy lecieć do bankowmatu (który defacto znajduje się w tym samym budynku co ZUS
) – można zażartować, że byliśmy ‘prawie’ w ZUSie, ale wróciliśmy do US – po drodze zadzwoniła mama z informacjami, że tata nas już szuka i podjedzie w takim razie pod US, żeby zawieźć nas do dentysty. W US już poskłdaliśmy papierki, Adam pzioł potwierdzenie złożenia każdego papierka [prawnik - mówi, że dla niego dokument złożony bez potwierdzenia = niezłożenie dokumentu w ogóle].
Do ZUSu podwiózł nas tata… w sumie to nie było aż tak daleko jak Urząd Miasta, ale i tak już biegaliśmy, wypełnialiśmy papierki i dopytywaliśmy o szczegóły od 3godzin. W 1 budynku dowiedzieliśmy się, że zakładanie firmy jest w nowym ZUSie po drugiej stronie ulicy.
Przeszliśmy, ochroniarz pokierował nas do odpowiedniego pomieszczenia – powiedział, że dowolna kasa nas może obsłużyć. Podeszliśmy do wolnego okienka – panie mi ładnie wszystko wyjaśniła, wszystko ładnie wypełniłam, dowiedziałam się, że Marcin jednak za mnie płaci – tzn składa raporty comiesięczne – bo tylko tyle mogę się dowiedzieć
Po ZUSie pojechaliśmy do dentysty – jak zwykle żadnych ubytków
.
Obiad, spakować się i wracamy do Warszawy…
Hmmm jednak tutaj obalam jeden z mitów – że pani urzędniczka [pani z okiena] jest niemiłą, starą jędzą – albo po prostu miałam znowu szczęście. Panie (w różnym wieku z różnych okienek) odpowiedziały na większość moich pytań, lub doradziły gdzie tej odpowiedzi szukać.
Nawet w którymś momencie musiałam zapuścić się na 1sze piętro US do pokoju który okazał sięzamknięty, jakaś Pani, która wychodziła z pokoju obok (akurat z niego wychodziła) doradziła mi do którego pokoju muszę się udać i poinstuowała mnie jak tam trafić.
Jedyny minus całej akcji – zajeło to prawie 4 godziny, a i tak mieliśmy szczęście, że nie staliśmy długo w kolejkach… ale biegania było sporo – i mam otworzoną firmę ProfWer :D