Dziś troszkę wróciłam do przeszłości…
Do czasów kiedy jeszcze nie mieszkałam na stałe w Warszawie – dopiero zaczynałam tam jeździć i… pamiętam, że było to tak niedawno temu… troszkę brakuje mi spontanicznych spotkań z różnymi ludźmi… muszę poodnawiać kontakty bo troszkę się zastałam, wycofałam.
W którymś momencie Adam stał się najważniejszy i wszystko [całe moje dotychczasowe życie] zostało zapakowane do pudełeczka z podpisem ‘na później’… i tak powoli kontakty się urywały, namiastkę miałam w ciąży – ale przypłaciłam to bólem pleców dnia następnego… więc znowu pojawił się napis ‘później nadrobię’…
Urodziła się Magdalenka i… przez pierwsze miesiące wiadomo, że trzeba zająć się dzieckiem, zima – nie wyjdę przecież na mróz -10st z kilku miesięcznym dzieckiem – wcześniakiem w dodatku…
Zbliża się lato – dzisiejsza pogoda jest już zupełnie letnia – ale siedzę jak ten kołek w Zduńskiej Woli u rodziców i zajmuję się dzieckiem, siedzę przed komputerem i się nudzę… czuję, że czas mi ucieka i czegoś mi brakuje – spontaniczności – w sumie nigdy nie byłam, czasem może zwariowana… ciężko to nazwać spontanicznością… ale z braku możliwości znalezienia lepszego słowa zostanę przy tym określeniu.
Stałam się przede wszystkim mamą, żoną prawnika – OK – ale mając kontakt z ludźmi chyba nadal będę pełnić te funkcje…
A spotykać się mogę tylko na spotkaniach, imprezach etc bo nawet pracy nie mam a nikt nie da pracy młodej matce… tylko na żadne nie mam możliwości pójść, bo w ZD Woli nic specjalnie się nie dzieje a w Wawie będę dopiero w lipcu, poza tym na żadne nikt mnie już nie zaprasza [z wiadomych przyczyn]