I dostałam pracę na Harvardzie .
Dyrektor generalny okazał się być młodym człowiekiem i przywitał mnie zdaniem “w zasadzie to spotkanie można zaliczyć do powitalnych” .
Kozaq wyprawiał swoje urodziny. Chłopaka znam w sumie niecałe 2 tygodnie, ale pojechałam na imprezę. Jak sobie przypomnę pierwszą reakcję na niego to śmiać mi się chce [w pierwszej chwili się Go wystraszyłam??]. A teraz mam wrażenie jakbym znała Go nie wiem ile czasu. W Warszawie byłam o 15 umówiłam się z Moniką na dworcu – myślałam ze ona też jedzie do Kozaqa na urodziny.
Nie raz słyszałam, że jedna z pozoru głupia decyzja potrafi odmienić życie, słyszałam też, że nic nie dzieje się przez przypadek – wszystko jest gdzieś przemyślane, ułożone i nie jsteśmy w stanie tego zepsuć.
Wczoraj byłam na “imprezce” u Marty a dziś coś mnie bierze [chociaż wie, że i tak nie dopadnie to jednak próbuje - tylko niepodjęta próba daje 100% szans niepowodzenia]. Ale mimo wszystko nadgoniłam sobie zaległości [w sumie to innej opcji nie widziałam]
Wiedziałam że w Warszawie będzie fajnie, ale nie przypuszczałam, że aż tak fajnie . Obce miasto – obce otoczenie, tylko Michała poznałam tydzień wcześniej na MjM . Ale to co tam się wydarzyło było naprawdę zaskakujące i przeszło moje najśmielsze oczekiwania . Spotkałam kolesia poznanego w Poznaniu [do tej pory nie pamiętam jego imienia ]. Poznałam kilku nowych ludzi – koło 15. I generalnie mówiąc świetnie się bawiłam, jak z bardzo dobrymi znajomymi z którymi nie jedno się już przeszło. Ale zacznijmy opowiadać od początku